Copernicon, Copernicon i po Coperniconie, tegoroczny toruński konwent minął jak z bicza mającego na końcu zwinięte skarpety strzelił. Pograłem w erpegi, poprowadziłem erpegi, wziąłem udział w wyjątkowo ciekawych warsztatach i miałem okazję zobaczyć wiele znajomych mordeczek.
Konwentowy weekend zacząłem w piątek, pędząc na łeb, na szyję prosto z pracy, aby zdążyć na warsztaty z rysowania izometrycznych lochów. Zdecydowanie się opłaciło. Prowadzone przez niejakiego Kurczaka (Kołek Niewiary) ekspresowe szkolenie było wyjątkowo produktywne, sam temat znacznie przystępniejszy, niż się spodziewałem, i aż mnie korci, żeby skorzystać ze zdobytej wiedzy i podłubać sobie więcej na tym śmiesznym trójkątowanym papierze.
![]() |
| pi pi pi, szczurzysynu |
Następnie miałem okazję zagrać w system, który od dawna wydawał mi się interesujący, a konkretnie Mausritter. Porwane myszki zostały ocalone, potężna sowa przekupiona, perfidne szczury pobite, Nokia 3310... chyba wrzucona do rzeki (?). Po tej sesji mogę powiedzieć, że interesuję się tym systemem jeszcze bardziej i wszystkie te dobre rzeczy, które na jego temat słyszałem potwierdziły się.
Sobota zaczęła się od prelekcji Kalinosia o faktach i mitach nt. OSR, gdzie publicznością chyba byli sami starzy OSR-owi wyjadacze (xD), obeszło się bez rękoczynów, pełna kulturka w społeczności. Chyba po prostu lubimy słuchać sobie o tym, co lubimy. Potem kolejna prelekcja, tym razem prowadzona przez Wojtka Rosińskiego (od Zabić Smoka!) i dotycząca projektowania lochów - większość przekazywanych informacji (ale nie wszystkie!) dobrze już znałem, a mądrego gadania miło było posłuchać.
![]() |
| 408A znajduje się w zupełnie innej części budynku, czytelność powiedziałbym... taka sobie |
Następnie była pierwsza z moich sesji - Mörk Borg i przygoda Goblin Grinder i tu pojawił się pierwszy, bardzo mocny ZGRZYT. Otóż w tym roku zmieniony został system zapisów na sesje RPG i niektóre warsztaty (czemu na niektóre były bez zapisów? Nie mam pojęcia i mam dobre źródła, że nie tylko ja łamałem sobie na tym głowę): dotychczas jakoś dzień przed konwentem można się było zapisać na dowolny z punktów - w tym roku zapisy odblokowywane były dokładnie 24 godziny przed daną sesją/warsztatem - dziwne, ale ok. Rozumiem tutaj pewną logikę, aby ci z biletami zakupionymi w przedsprzedaży nie pozaklepywali sobie wszystkich miejsc. Dawny system jednak jakoś działał - tegoroczny ewidentnie nie. Na Goblin Grinder miałem zapisanych 5 osób, z których nie stawiła się żadna. Całe szczęście, że stawili się 2 chętni "z ulicy" (nie do końca z ulicy, musieli mieć wejściówki) i dzięki nim sesja się w ogóle odbyła, ale słyszałem o przypadkach, gdzie pomimo zapisanych chętnych nie stawił się nikt. Czy to wina słabej organizacji czy postępującej moralnej degrengomarmolady erpegowej społeczności? Zdecydujcie sami! Ale za moich czasów (rok i dwa lata temu) takie sytuacje się NIE ZDARZAŁY.
Później wbiłem się jeszcze na drugą połówkę prelekcji o muzyce na sesjach RPG prowadzonej przez Entera z grupy BastardziRPG. Widać było, że gość ma temat ogarnięty po mistrzowsku. Jak opisywał przykład przeplatania w cyberpankowej przygodzie przygotowań do napadu z grającym za ścianą koncertem to aż serio miałem ciary. Wiem jednak, że samemu jako MG nigdy w życiu nie chciałoby mi się tego aż tak dokładnie i kinematycznie ogarniać, a jako graczowi pewnie po pół godziny takiej sesji rozbolałaby mnie głowa. Ciekawie było spojrzeć w taki inny świat erpegowania, ale ja zostanę przy moich dwóch playlistach: jednej w lochu (Gnoll), drugiej poza lochem (Fief).
![]() |
| na zdjęciu jakieś 20% społeczności entuzjastów DCC w Polsce |
Sobotę zakończyłem grając rewelacyjną sesję Dungeon Crawl Classics u Sopka (5 Okrawków) w przygodę Blood Diamonds of the Chaos Cult. Na sesji zebrał się cały toruński fanklub DCC (ja i Lochopełzacz), oprócz nas było dwóch graczy, którzy może nie znali DCC, ale byli entuzjastami łażenia po lochach. Wszyscy wiedzieli więc, po co się zebraliśmy (aby ginąć w ciekawy sposób!). Ostatecznie skończyło się na tym, że jedna z postaci Lochopełzacza zmieniła się w wielkiego metalicznego czerwonego krasnoluda, a mój elfi adwokat, Elfrond, wciągnął głównego złola do innego wymiaru kalecząc się w paluszek, skazując się przy tym na dotkliwy pech do końca swojego żywota. I to właśnie, moi mili Państwo, jest DCC.
![]() |
| moje zaimki to: Korbacz/Bobołaka |
Niedzielę, jako 100 000 letni dziaders, który ma kaca po jednym piwie, i którego gromada dzieci budzi o godzinie -5 nad ranem, zacząłem ogromnym bólem głowy i gardła. Dotarłszy w Collegium Maius położyłem się na ławce, aby zebrać siły na ostatnią atrakcję konwentu: moją sesję Mörk Borg będącą przerobioną przygodą Kill Your Necromancer! autorstwa Pawła Kicmana - gdzie zamiast nieumarłych na Nekromantę polują wysłannicy Inkwizycji. Na szczęście, jakimś cudem, udało mi się zregenerować i bez większego dyskomfortu byłem w stanie poprowadzić sesję. Z zapisanych 5 osób stawiło się 6, w tym Państwo 5-Okrawkowie. Pomimo tego, że graczy było tak wielu, nie sprawiało to problemów, drużyna szybko załapała bardzo fajny vibe i wyszła z tego bardzo wesoła sesja. Ostatecznie, w desperackiej walce końcowej, los misji zawisł na włosku, blisko było do TPK, ale bohaterom udało się zgładzić Nekromantę.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz