piątek, 29 marca 2024

HipeRPeG 99 - Blütmark sesja 6: Dziewięć osób, cztery małpy, trzy psy i jeden gadający koń

10 Kytorn, Rok Szczura

Postacie graczy:

Anonim, wędrowiec
Kergol, wędrowiec
Krangremer, Ezoteryczny Pustelnik, z psem Brutusem II
Prüton, wędrowiec  
Szymon, Upadły Arystokrata, z giermkiem Ryszardem i gadającym koniem
Tarna, wędrowiec
Vagal, Upadły Arystokrata, ze swoim błaznem

W celu przyspieszenia generowania postaci przy tak dużej liczbie graczy postanowiłem spróbować postaci bezklasowych (opisane powyżej jako "wędrowiec), ale ci którzy chcieli, wygenerowali sami postacie online'owym generatorem. Poszło dość sprawnie.

Jako że powtórzył się jeden z graczy sesji numer 4 (Krangremer), gdzie przerwaliśmy grę krótko po rozpoczęciu eksploracji kopalni, zaproponowałem kontynuowanie tej przygody zamiast zaczynania od miasta i rozpatrywania różnych kierunków działania od początku. Tak więc sesja rozpoczęła się na zewnątrz kopalni, gdzie do Krangremera dołączyli jego (zakładamy) dawni towarzysze: Anonim (i jego pies), Kergol, Prüton (i pies), Szymon (i jego gadający koń), Tarna i Vagal (i jego błazen oraz cztery małpy). Z Krangremerem na czele ruszyli do podziemi. Z zabitych wcześniej pajęczaków zebrane zostały czarne perły połyskujące pod pancerzami i drużyna udała się dalej tym samym korytarzem co ostatnio.

Tunel prowadził w dół. Dotarli do obszaru wypełnionego gęstą żółtą mgłą (jak wyszło z eksperymentów - niepalną), utrudniała ona oddychanie do tego stopnia, że błazen Vagala nie zdzierżył i padł martwy. Reszty bandy to jednak nie zraziło, wśród mgły odnaleźli skrzynię wypełnioną bryłami srebra. Szymon oburzony faktem, że skrzynia nie otworzyła się na jego wyraźny rozkaz, zaczął rąbać ją siekierą, ku oburzeniu towarzyszy. Wywiązała się krótka kłótnia/bitka, podczas której Anonim i Kergol wykradli część zawartości skrzyni. Gdy sytuacja się uspokoiła, sama skrzynia została owinięta sznurem i ciągnięta dalej przez Anonima, który był niezłym siłaczem.
 
Idąc korytarzem, gdzie czuć było ruch powietrza, wyszli z mgły do jaskini pokrytej stosami fragmentów pajęczych ciał. Anonim przystąpił do przeszukiwania podłoża, łapiąc w pewnym momencie skrytego w odpadkach żywego pajęczaka za odnóże. Zamachnął się na niego ciągniętą skrzynią. Nie dość, że nie trafił, to rozsypał po kawernie całą jej zawartość. Pomimo pomocy Tarny, Anonim został zabity przez bestie, a reszta drużyny czym prędzej uciekła na powierzchnię. Tarna próbowała jeszcze wywlec jego ciało w bezpieczne miejsce, ale porzuciła je ścigana przez pajęczaki (i chyba wtedy też poległa).

Same bestie też wyległy z podziemi, ale drużynie udało się umknąć w las. Próbowali wracać do wioski tą samą drogą, którą przyszli, jednak trafili w zupełnie inne miejsce, a mianowicie na polanę z wielkim drzewem na środku, do którego przybity był człowiek: do drużyny dołączył Beorn.

Próbując kierować się na północ natrafili na mały przysadzisty ziggurat. Wewnątrz brakowało części podłogi, umożliwiając zejście w głąb. Po bokach otworu leżały dwa ciężkie, miedziane szkielety. Krangremer spuścił się po linie przywiązanej do szkieletu. 

W temacie schodzenia i wychodzenia z dołu miały miejsce rozmaite perypetie, ktoś komuś zrzucał szkielet, do którego przywiązana była lina, ktoś kimś amortyzował sobie upadek, ale szczerze mówiąc przy stole panował taki chaos, że nie jestem teraz pewien co się działo dokładnie. W każdym razie na dole trafili na komnatę z kolumnami pokrytymi różową naroślą, pośród której wykwitały wielkie bąble. Przodem ruszyli Krangremer oraz Prüton. Nagle ten drugi został pochwycony! Po suficie spełzł obciągnięty różową błoną szkielet i wydobył ze swojej paszczai bąbel, unieruchamiając bohatera. Prütona dzielnie ale bezskutecznie bronił jego pies, natomiast Krangremer oraz reszta bohaterów dzielnie zbiegli na górę.
 
W międzyczasie reszta drużyny spędzała czas na dysputach, przepędzając w końcu Beorna w las (poszło o rodowy miecz jednego ze szlachciców), gdzie został on ugodzony strzałą wystrzeloną spośród zarośli. W swojej głowie usłyszał drwiący śmiech. Od tego czasu śledził resztę drużyny ukrywając się w zaroślach.

Po chwili z otworu począł wypełzać szkielet, drużyna uciekła pozostawiając powoli pochłanianego przez różową maź Prütona jego niefortunnemu losowi.

Ocalali ruszyli dalej w las, gdzie wkrótce natrafili na walącą się chatę. Wewnątrz, w klepisku znajdował się sporych rozmiarów tunel prowadzący w dół, w rogu pomieszczenia zaś związany i zakneblowany człowiek - po uwolnieniu, do drużyny dołączył Vresi. Vresi dotknięty był klątwą goblina i wiedział, że musi zabić stwora, który go schwytał, zanim sam ulegnie przemianie w goblina. Gdy bohaterowie go uwalniali, z wnętrza tunelu wyleciały strzały. Vresi rzucił się do walki mając nadzieję na uwolnienie się od klątwy. Pomagał mu Krangremer, ale wobec zajadłości przeciwników wycofali się. Gobliny również umknęły. Bohaterowie odpoczęli chwilę, a następnie ruszyli lasem próbując orientować się w terenie, ale pomimo znakowania drzew nacięciami, dotarli w zupełnie inne miejsce, niż się spodziewali. Zaczęli podejrzewać, że miejsce to objęte jest jakąś klątwą. Wkrótce trafili na drzewo z jamą wygrzebaną przy korzeniach. W jamie upchnięte były świeże ludzkie ciała. Krangremer używał właśnie magicznego zwoju w celu wydobycia informacji z trupa, kiedy nagle z wnętrza jamy wyskoczył rozwścieczony goblin z dwoma nożami. Został on jednak szybko zasieczony.

Ruszyli dalej, napotykając dziwne drzewo pokryte jakby poskręcanymi ludzkimi twarzami. Nagle! Z wnętrza wyleciały strzały, godząc śmiertelnie stojącego najbliżej Vrasiego. W tym pełnym napięcia momencie wybiła godzina 23 i skończył nam się czas!

Czy bohaterom uda się wydostać z tego przeklętego lasu? Czy może wszyscy pozmieniają się w gobliny? Sam tego nie wiem! Czy się dowiem?
"Kto schodzi z traktu na południe, już nie wraca", usłyszeli bohaterowie, po czym zeszli z traktu na południe

Komentarz

W tej sesji wprowadziłem pewną zmianę w zasadach, aby zredukować liczbę powtarzających się rzutów, od teraz zbroje redukują stałą liczbę obrażeń:
  • Tarcza - 1
  • Lekka zbroja - 2
  • Średnia zbroja - 3
  • Ciężka zbroja - 4
Przy czym trafiający atak zawsze odejmuje co najmniej jeden punkt życia. Myślę, że ta zmiana w tej sesji spełniła swoją funkcję. Zastanawiam się jednak, czy nie zniechęciła graczy do bardziej kreatywnych taktyk w walce - na jednej z poprzednich sesji wobec twardego gargulca użyli sieci i zagonili do roboty wieśniaków z młotkami i cepami. Tym razem było czyste "to ja go walę", chociaż z drugiej strony biorąc pod uwagę chaos przy stole i fakt, że wielu z graczy było bardziej zajętych konfliktami wewnątrz drużyny, ciężko było o jakąkolwiek koordynację taktyczną.

Swoją drogą nie miałem jeszcze nigdy przy stole siódemki graczy i ciężko było trochę ogarnąć tak rozległe towarzystwo, przy kolejnych sesjach wprowadzę chyba ograniczenie do 5 osób. Ba! Po śmierci Anonima, jego gracz dostał gotową kartę postaci, ale nie jestem teraz nawet w stanie powiedzieć, kiedy i jak ta postać dołączyła do drużyny (ale wiem, że bohater miał na imię Smark).

Pomimo rozgardiaszu dobrze się jednak bawiłem na tej sesji, mam nadzieje, że gracze również, choć nie każdy miał okazję wykazać się w sesji w tak licznym i tak skłóconym gronie (w sensie droczących się postaci, a nie prawdziwych spięć między graczami). Trochę szkoda tylko, że przez większość czasu gracze zdawali się wręcz aktywnie unikać przygody. Wiem, że gra ma opinie groźnej i śmiercionośnej (nie bez powodu), ale taką masą ludzką i zwierzęcą, jak na tej sesji, naprawdę sporo zagrożeń mogli roznieść jak gnój po polu, po prostu stając twardo do walki.

Miałem też wrażenie, że nie każdy z graczy do końca czuł, co właściwie robi w tym świecie. Może następnym razem dobrym pomysłem byłoby wylosowanie motywacji dla postaci (dopisałem taką opcję do mojego generatora). Rozważam też zmianę formuły z czystej piaskownicy na sesje skupiające się wokół konkretnej misji.

Wpisy do Księgi Umarłych

†Anonim, zabity przez podziemne pajęczaki

†Prüton, zaduszony w różowej mazi

†Tarna

†Vresi, zabity strzałą w oko

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz