niedziela, 17 marca 2024

Ponure Półrocze MÖRK BORG sesja 7: Fale Niczym Góry (sesja poboczna)

Mając okazję zagrać sesję z graczami z mojej regularnej kampanii, lecz w niepełnym składzie, postanowiłem przenieść chwilowo grę w czasie i przestrzeni do leżącego na wschodnim krańcu świata miasta Grift, gdzie właśnie wkroczyć ma Lewiatan, wzbudzony zniszczeniem serca Akünh w trzeciej sesji tejże kampanii.

16 Kytorn, rok 2620

Postacie graczy:
Drutos, Przeklęty Zmiennokształtny
Clauder Geiselgüs, Upadły Arystokrata, z dwiema małpami, które go kochają, ale ignorują, oraz świtą 8 przybocznych

W związku z małą liczbą graczy, a jednocześnie kolosalnym wymiarem misji, która według założeń przygody ma im zostać powierzona, dałem postaciom szansę rozpocząć grę z posiadanymi już przybocznymi: każdy rzucił k20 + skupienie, wynik-12 dawał liczbę początkowych przybocznych. Dla Drutosa było to zero, dla Claudera 8. Adekwatny świta jak dla kogoś o pochodzeniu arystokratycznym. 

Sesję rozpoczęliśmy w nieoznakowanej luksusowej karczmie (kto wie, ten wie), do której bohaterowie otrzymali zaproszenia od Dobroczynnego Towarzystwa na Rzecz Powstrzymania Apokalipsy. Przed sesją zakomunikowałem, że postacie będą ekspertami od wspinaczki (włamywacze, górale, czy co tam sobie sami wymyślą), gdyż z tego właśnie powodu zostali wytypowani do tego zadania. Drutos, Clauder i świta 8 zbirów Claudera zaprowadzeni zostali do prywatnej sali i hojnie ugoszczeni najlepszym jadłem, jakie Grift ma do zaoferowania. W ciągu kilku ostatnich dni w nadmorskie klify, a w końcu i w leżące na ich szczycie miasto, uderzały kolejne rekordowej wysokości fale. Do teraz całe miasto przenikała woń słonej wody i morskiego szlamu. W tle słychać było miarowe dudnienie. Gdy już się nasycili, zaproszono ich do pokoju, gdzie czekała na nich grupa członków najwyższej arystokracji, którzy mieli dla drużyny wyjątkowe zadanie.

Poinformowano bohaterów o fakcie, że do miasta zbliża się przepowiedziany przez Verhu Lewiatan, oraz że w posiadaniu Dobroczynnego Towarzystwa na Rzecz Powstrzymania Apokalipsy znajduje się coś, co potencjalnie może zatrzymać bestię, a tym samym przerwać ciąg stale spełniających się przepowiedni Bazyliszka. Przedmiotem tym był zwój z zaklęciem zwanym Odczynieniem Morza. Bohaterowie mieli go odczytać w najczulszym punkcie bestii, który znajduje się na samym jej szczycie. Dokładne działanie zwoju nie było znane, co wywołało duże wątpliwości u bohaterów. Wypytali oni od razu o wszelkie informacje na temat Lewiatana. Jako zapłaty zażądali:
  • Drutos - tyle pieniędzy, by wystarczyło mu na dostatnie życie do samego końca
  • Clauder - przywrócenie na łono arystokracji
Towarzystwo wyraziło zgodę. Przystąpili do wspólnego planowania, w dużym skrócie:
  • Wysłanie w kierunku Lewiatana tłumów chłopstwa nawet go nie spowolni
  • Król akceptuje nadejście Lewiatana i wcale nie chce go powstrzymać, co więcej, próby zatrzymania bestii będzie prawdopodobnie aktywnie zwalczać
  • Nie ma więc możliwości ostrzelania bestii z miejskiej artylerii
  • Zaczepienie o cielsko Lewiatana pociskami z wielu balist z linami - byłoby wykonalne tylko na małą skalę (1, 2 balisty), poza tym oznaczało to będzie jawny bunt, na co Towarzystwo jest gotowe, chociaż przyznało, że tego typu działania planowało już po powstrzymaniu potwora
  • Rozwieszenie między budynkami mocnej sieci z hakami - możliwe do dyskretnego zorganizowania - sieć ukryta będzie pod transparentem z napisem "Król Sigfum Serdecznie Wita Lewiatana" - na tym właśnie stanęło

Zleceniodawcy zapytali jeszcze, jakiego wyposażenia będą potrzebować do tej misji (byli gotowi zapewnić im, co tylko chcą):

  • Clauder poprosił o sprzęt do wspinaczki dla 4 osób (on, Drutos i dwóch przybocznych: Targurd i Feru)
  • Drutos poprosił o maść na grzybicę (postać wylosowała na starcie grzybicę stóp)

Lewiatan wkroczył na ląd. Wchodząc na klif spowodował zawalenie nadmorskiej części metropolii do morza, następnie rozpoczął niszczycielski marsz przez Grift. Plan z sieciowym transparentem się udał, haki zaczepiły o cielsko bestii. Drużyna rzuciła się na Lewiatana z okien katedralnej wieży. Wszystkim skok się powiódł. Rozpoczęła się wspinaczka po pokrytym niezliczonymi paszczami i oczami cielsku potwora.

Smagani wiatrem i oplatani przez wodorosty bohaterowie dziarsko brnęli w górę, nieraz gubiąc oparcie i zsuwając się do poziomu przyczepionej do potwora sieci. Po drodze atakowały ich pełzające po Lewiatanie pasożyty: wielkie jednookie dziesięcionogi z kolcami jadowymi, z których jeden dziabnął swoim kolcem Claudera i coś w niego wstrzyknął, oraz niewielkie skorupiaki, z których kilka wgryzło się w ciało Drutosa i już tam zostały. Podczas walk z tym dziadostwem bohaterowie zdali sobie sprawę, że nie poprosili sponsorów o nic przydatnego w walce, zmagali się więc z nimi swoim startowym uzbrojeniem: nożami i kośćmi udowymi. Co gorsza, Feru, jeden z przybocznych Claudera upuścił swój nóż i dalej walczyć musiał już gołymi rękoma. Wkrótce spadł i roztrzaskał się na bruku.

Pomagając sobie nawzajem linami bohaterowie dzielnie wspinali się na szczyt Bestii. Drutos dotarł nawet na samą górę. Niestety Clauder, który miał przy sobie zwój, w pewnym momencie został śmiertelnie pokąsany przez jednego z pełzających po ciele Lewiatana wielkich robali. Targurd próbował złapać tubę ze zwojem, lecz bez powodzenia. Misja zakończyła się więc porażką i Lewiatan kontynuować miał swój marsz przez Kontynent.

Po sesji rzuciliśmy jeszcze na rezultat sytuacji w Grifcie. Wyszło na to, że Towarzystwo obaliło króla i posadziło na tronie jednego ze swoich członków, księcia Ukkberta.

Przemyślenia

Moduł Waves to Be as Mountains wziąłem taki, jak jest, jako gotowca przede wszystkim dlatego, że pasował do aktualnej kampanii. Wylosowaliśmy już, że Lewiatan się pojawił i w zależności od tego, czy bohaterom udałoby się go powstrzymać, wymyśliłem kilka różnych wariantów, jak mogłyby potoczyć się gdzieś w tle rozmaite wydarzenia, w końcu odciskając swoje piętno również na bohaterach głównej drużyny. Jednak już w praktycznym zastosowaniu sam moduł krótko mówiąc mi się nie podoba. Jak już przyjdzie co do czego, sama wspinaczka po Lewiatanie jest żmudna i nudna. Przypomina to trochę węże i drabiny. Wspinamy się, spadamy, jakaś walka w międzyczasie. O ile bohaterów coś szybko nie zeźre, możemy tak się miotać godzinami. Po kilku rundach zacząłem wręcz żałować wybrania tej przygody i stwierdziłem, że marnujemy na niej czas. Nie ma tu za bardzo miejsca na rzeczy, które są dla mnie rajcujące w czasie prowadzenia, takich jak inwencja graczy, kreatywne rozwiązywanie problemów i odgrywanie ciekawych postaci i sytuacji. Nie widzę nawet specjalnie sposobu, jak można byłoby to zmienić, aby przygoda była bardziej ciekawa w graniu i prowadzeniu.

Generalnie podczas sesji utwierdziłem się w przekonaniu, że chociaż oldschoolowe mistrzowanie podoba mi się bardzo (szczególnie przy udziale graczy, którzy czują te klimaty, jak na niektórych Hiperpegach), coraz bardziej widać, że do mojej standardowej grupy taki styl słabo pasuje. Chociaż czuję klimaty Mörk Borga i bardzo podobają mi się materiały, które przygotowałem do kampanii i wątki, które wydarzenia na sesjach zdążyły rozkręcić, nie jestem już taki pewien, że pociągniemy ją do samego Końca (w najgorszym wypadku materiały skanibalizuję do hiperpegowego hexcrawla). Przez "Koniec" mam tutaj oczywiście na myśli Apokalipsę kończącą kampanię, a jednocześnie zamykającą setting. Gramy "Ponure Półrocze", tak więc na Niedole rzucamy k20 i spełniły się już dwie przepowiednie - fajnie byłoby jednak doczekać zagłady zanim zmorzy mnie frustracja. Pozostaje mieć nadzieję, że rozgrywka nieco się zmieni, gdy odejdziemy od formy "od questa do questa", którą zastępować zacząłem pełnoprawnym hexcrawlem (w co w sumie nijak nie wpisuje się aktualna przygoda, no cóż).

Kolejną grą, którą chciałem prowadzić tej grupie, jest CY_Borg. Choć mechanika jest podobna, cyperpankowy setting zmienia moim zdaniem odbiór znacząco. Być może nie będą im się cisnąć naleciałości z D&D3.5, które wychodzą na wierzch w świecie fantasy. Dodatkowo pojawia się tutaj aspekt rozpoczynania gry z długiem, który postać stara się potem spłacić, a sugerowanym formatem kampanii zdaje się być podejmowanie zleceń od rozmaitych fixerów. Możliwe, że ten system lepiej im podejdzie.

Pozostaje kwestia, co zrobić z tą grupą później. Uprzednio planowałem przejście na bardziej typowo fantaziakowy OSR np. na zasadach OSE, ale teraz widzę, że nie miałoby to większego sensu. Próbowałem wydestylować, co podoba się i czego szukają w erpegach poszczególne osoby z naszej ekipy, mam wrażenie, że są to:

  • Ja, jako MG: inwencja graczy, losowość i możliwość rozwoju wątków w sposób zaskakujący również dla mnie, realne konsekwencje działań (ryzyko porażki/śmierci) bohaterowie nie są niezniszczalni (unikamy więc systemów, gdzie postać tworzy się godzinami)
Gracze, kolejno:
  • Możliwość wymyślania i odgrywania pokręconych postaci, często są to fanatycy wszelkiego rodzaju
  • Okazje do kombinowania, wygłupiania się i trollowania (NPCów i innych graczy)
  • Główkowanie i rozpracowywanie rozmaitych sytuacji, mechaniczne min-maxowanie
  • Walka, rozwalanie przeciwników
  • Erpegi jako pretekst do towarzyskiego spotkania, zabawne sytuacje

Na tę chwilę mam następujące systemy, które chciałbym z nimi przetestować:

  • CY_Borg
  • Dragonbane
  • Conan 2d20
  • Zew Cthulhu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz