20 Kytorn, rok 2620
Postacie graczy:
Larv, Rynsztokowa Szumowina
Urvarg, Przeklęty Zmiennokształtny
Do drużyny w trakcie sesji dołączają:
Cromwellka, Złodziejka
Sigismund, Prorok Martwego Boga
Valeger, Przeklęta Ofiara
Poniższe wydarzenia rozgrywane były zaraz po wpisie o poprzedniej sesji, ale jako że zaczynamy nową przygodę, z odnowionym składem osobowym, postanowiłem zamieścić osobny wpis.
Urvarg i Larv siedziały sobie w karczmie "Ropuszka" i, zajadając dania rybne, wypytywały karczmarkę o sytuację w okolicy. Wiedziały, że rozwieszone są listy gończe za niejakim Silasem, dowiedziały się jednak, że droga do Nienendorfu, miasta, którego władze ów zbiega poszukują, może okazać się niezbyt bezpieczna. Karczmarka opowiedziała im, że ludzie giną na tej drodze, a coś lub ktoś morduje chłopów w okolicznych wioskach.
Gdy bohaterki rozmawiały, do karczmy weszła wyczerpana kobieta w podróżnym stroju. Przysiadła przy jednym ze stołów i przysłuchiwała się ich rozmowie. W końcu przedstawiła się jako Valeger i zaproponowała, że doprowadzi je do Nienendorfu, twierdząc, że sama niedawno przebyła tę drogę i że wyprawa ta jest jak najbardziej wykonalna - opowiadała im to, wyżerając im jedną ręką kawałki ryby z talerzy.
Valeger to przeklęta ofiara, była prostytutka, którą próbowali złożyć w ofierze wyznawcy Nechrubela. Uszła z życiem, straciła jednak lewą rękę oraz swój cień. Na jej karku znajduje się piętno z symbolem Nechrubela i, gdziekolwiek się znajdzie, kultyści nigdy nie przestaną starać się, aby dopełniło się jej przeznaczenie. Sama Valeger stara się po prostu mieć jak najwięcej "mięsa" (co w tym przypadku oznacza BG) między sobą, a swoimi prześladowcami.
![]() |
| Symbol Nechrubela |
![]() |
| Sigismund |
Sigismund to prorok martwego boga. Przed doznaniem objawienia na temat Euzebiusza Defekatora nie był szczególnie religijny. Otacza go potworny smród jego gnijącego martwego patrona, a na dłoniach pojawiają się czarne stygmaty, które wywołują drgawki u tego, kto zostanie nimi smyrnięty.
Po drodze, w lesie, napotkali dwa nagie ciała przybite do drzew, z wyrytymi na czole i piersi symbolami kościoła bazyliszków. Po wnikliwej analizie ("Czy symbole wyglądają, jakby ten, kto je wyrył, robił to z rytualną czcią, czy bardziej jakby to była kpina i obraza?" - generalnie było tak, że poziom wyrycia był nie do końca precyzyjny, zaś same ciała były na tyle świeże, że nie zaczęły gnić i być zżerane przez robaki, ale wystarczająco stare, aby krew zaschła) ruszyli dalej. Po kilku godzinach drogi znaleźli również pojedyńczą kobiecą dłoń, w której otoczeniu dostrzegli również plamy krwi oraz udeptane zarośla na uboczu drogi. Ruszyli jednak dalej w kierunku miasta i w końcu do niego dotarli.
![]() |
| Nienendorf |
Gdy weszli do tego niewielkiego, otoczonego murem miasta, natknęli się na kroczącą wokół głównego rynku procesję religijną. 20 kytorn to w końcu dzień św. Drumara, jak wie każdy bazyliszkański wierny. Tak samo jak fakt, że św. Drumar znany jest ze swojej pielgrzymki do Bergen Chrypty, gdzie po napadzie bandytów, został pozostawiony ranny na śmierć. Obudziwszy się 12 dni później, zobaczył, że otaczają go chryptowe sępy, które nie dość, że nie zaczęły go konsumować, a pochylały się jakby kłaniając się w modlitwie.
Tymczasem pośród tłumu poruszała się złodziejka. Spróbowała ona dokonać kradzieży kieszonkowej na jednym z mieszczan, znalazłszy w jego kieszeni coś ciepłego i lepkiego, wytarła dłoń w płaszcz i zagaiła do przybyszów. Przedstawiła się jako Cromwellka i zaproponowała, że opowie im o tym, co ostatnio dzieje się w mieście.
Cromwellka jest złodziejką. Klasę dla tej bohaterki wybraliśmy losowo. Jako że nie był związany z nią żaden koncept, na podstawie którego miałaby dołączyć do drużyny, postanowiłem rzucić jej jeszcze na podręcznikową Niepokojącą Historię. Okazało się, że Cromwellka ma pokaźny dług, który odsprzedawany jest coraz bardziej bezwzględnym grupom. Na dług rzuciłem jej k20+k20 x 100, wyszło z tego zaledwie 600 sztuk srebra. Pasuje. Szukanie szybkiego zarobku to jeden z najlepszych pretekstów do poszukiwania przygód.
Porozmawiali trochę o zaginionych chłopach (o tym, że baron tamtych terenów jest dziwakiem, niektórzy myślą, że to jego sprawka, inni, że to kultyści Udoka) i o poszukiwanym Silasie. Cromwellka powiedziała im, że słyszała o pewnym myśliwym, który często przesiaduje w karczmie Szary Dzik i pomstuje na Silasa. Bohaterowie udali się do Szarego Dzika, gdzie nie znaleźli myśliwego, spotkali zaś karczmarza głośno pomstującego i walącego drewnianą pałą w klatkę z jakimś nędznym, pozbawionym większości piór ptakiem. Zagadany opowiedział, że ptak niegdyś umilał gościom czas swoim śpiewem, ale od niedawna (konkretnie od 15 kytorna) zaczął zamiast tego w kółko powtarzać przepowiednię:
Lewiatan wyjdzie pomiędzy was. Dzieci zrodzone w zimie i te, którym przeznaczona śmierć, nim śniegi nadejdą, wszystkie on zabierze.
Drużyna spytała, czy można ptaka pożyczyć na chwilę, karczmarz odpowiedział im, że mogą go sobie nawet zabrać, ale niech zamówią porządny obiad, co też uczynili. Dostali gulasz po galgenbecku. Myśliwego odnaleźli we wschodniej części miasta, przedstawił się jako Beorden, wpuścił ich do swojego domu i opowiedział o tym, że niegdyś przyjaźnił się z Silasem, ale poróżnili się, jakoby o niespłacone długi. Co więcej, zaproponował, że pomoże im go znaleźć. Powiedział, że nie interesuje się nagrodą, twierdził, że zadowoli się zemstą. Co więcej, udało mu się wyśledzić, dokąd poszukiwany zbiegł, nie mógł jednak kontynuować pościgu, gdy usłyszał w pobliżu ryk trolla, który urzęduje na tamtym terytorium. Następnie wyprosił drużynę ze swojego domu, gdyż smród Sigismunda robił się nie do wytrzymania, oczy wszystkim łzawiły, a psy Beordena zaczęły skomleć. Pozwolił drużynie przenocować w swojej wędzarni, z wyjątkiem Sigismunda, który został wygoniony do namiotu, żeby mięso nie prześmierdło.
Rankiem wyruszyli do lasu (wieszczącego ptaka zostawili w domu myśliwego), wkrótce trafili na terytorium trolla - co widać było wyraźnie po połamanych i obdrapanych drzewach, jak również plamach czarnej wydzieliny o intensywnym zapachu. Dotarli w końcu do miejsca, gdzie Beordena ostatnio doprowadził tropiący pies, które okazało się tunelem w ziemi. Łowca zapalił latarnię i spytał, kto wchodzi pierwszy. W tym momencie Urvarg przetransformowała się w formę jaszczurczą. Beorden tego nigdy wcześniej nie widział, ani nie został o jej naturze w żaden sposób poinformowany. Facet przestraszył się nie na żarty, zaczął ładować kuszę, nerwowo spoglądając na drużynę, jego pies zaczął warczeć. Wyglądało to tak, jakby ci włóczędzy wyprowadzili go do lasu, żeby go zarżnąć. Zresztą kto wie czy to nie oni są odpowiedzialni za te wszystkie zniknięcia? Larv nerwowo próbowała go uspokoić, gdy wykrzyknęła coś trochę za głośno, Beorden nerwowo ją uciszył i zaczął nasłuchiwać. Stwierdziwszy, że jeśli chcieliby go zabić, to prawdopodobnie już by to zrobili i nie chcąc przywabić tym zamieszaniem groźnego trolla, myśliwy wskazał Urvarg latarnię i polecił jej zejść do podziemi.
Wyszła z tego wszystkiego bardzo fajna, taka emocjonująca, wręcz filmowa, scena. Odgrywając Beordena wstałem na równe nogi, udając, że celuję z kuszy do Urvarg. Gdy łowca nasłuchiwał, gracze myśleli, że naprawdę coś usłyszałem (i że np. któreś z bawiących się w innym pokoju dzieci nas woła).
Jak tak dalej pójdzie, to naprawdę ktoś niedługo rozniesie Urvarg na widłach. Zakładam, że jeśli wyjdą z tego cało, Beorden prędzej czy później rozgada w mieście o naturze Zmiennokształtnej i może wtedy zrobić się gorąco. Planuję na to rzucać 1/12 na dzień.
Urvarg zeszła na dół, do komnaty z posadzką pokrytą jakimiś śmieciami i wkurzonym borsukoszczurem. Po krótkiej walce zwierzę zwiało. Reszta drużyny dołączyła do niej i na tym zakończyła się sesja.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz