niedziela, 9 października 2022

Raport z sesji: Ponure Półrocze MÖRK BORG sesja 3 (Ziggurat Śmierci 2)

13 Kytorn, rok 2620

Postacie graczy:
Adalberta von Dup, Upadła Arystokratka, z irytującym i bezużytecznym błaznem, Panem Chichotkiem
Euzebiusz Defekator, Zapomniany Filozof
Larv, Rynsztokowa Szumowina
Theras, Heretycki Kapłan
Urvarg, Przeklęty Zmiennokształtny

Pomocnicy:
Hrangvald, kultysta śmierci

O świcie drużyna spożyła śniadanie wewnątrz pękniętej kopuły, zaś Theras zasiadł do lektury swojej Bluźnierczej Biblii Nechrubela (ukryty rzut się nie powiódł, co oznaczało, że czekają go przywidzenia). Bohaterowie udali się na południe, na teren pokryty demonicznymi posągami. Oglądali je dokładnie, próbowali roztrzaskać niektóre z nich. Euzebiusz poszukał miejsca, które można uznać za środek statuatorium, a następnie zaczął rozkopywać śnieg. Pod zaspą znalazł zamarzniętego trupa, zaś usuwając więcej śniegu, cały stos zamarzniętych zwłok. Szukając kawałek dalej, więcej trupów nie znalazł. 

Udali się następnie na zachód, spodziewając się znaleźć tam więcej kopuł i artefaktów. Przechodząc przez zamarznięty ogród, Euzebiusz zauważył dwóch skradających się "kapłanów paszczowych" (nazywanych też przez bohaterów "gębonami"). Dyskretnie poinformował o tym Therasa, który spoglądając w tym kierunku zobaczył nie dwóch, a dziesięciu zbliżających się kapłanów. Wyciągnął swój zwój i strzelił w ich kierunku piorunami, ale spalił tylko krzaki, po kapłanach nie było nawet śladu.

Tych 10 było halucynacją, a ci 2 kapłani zdążyli umknąć w mgłę, aby poinformować o intruzach swoją panią - byli to pierwsi kapłani, którzy napotkali ich i przeżyli. Od tego momentu dla rzutów na spotkania losowe stosowałem następującą zasadę: jeśli wyrzuciłbym spotkanie z Akünh, jest 50% szans, że jest przygotowana do walki i kroczy z obstawą (k4+1 kapłanów, 2 rogate bestie). Wyrzucenie spotkania z Sarku, którego drużyna miała okazję spotkać, to 50% szans na spotkanie innej grupy, którą bratu Nasbertowi udało się wysłać na północ przeciwko Akünh - w końcu kto spodziewałby się, że jedna grupka straceńców da radę powstrzymać demoniczne dziecię? W ogóle Nasbert zwerbował ich niejako przy okazji, oczekając na audiencję na dworze Króla Cieni.

Drużyna dotarła do skutego lodem jeziora na zachodzie, otoczonego uwięzionymi w zamarzniętym błocie zawodzącymi nieumarłymi, nie znajdując po drodze kolejnych kopuł ułożonych symetrycznie do poprzednich. Mieli nadzieję znaleźć jakieś sekretne przejście za wodospadem, jednak lód był zbyt cienki i kruchy, aby móc po nim chodzić. Na powierzchni lodu znaleźli zamarznięte czarne lilie. Urvarg podniosła jedną z nich, a Larv pokruszyła ją w dłoni - natychmiast przeszedł ją dreszcz i dostała nudności, lilia sprawiła, że jej rany nie będą się goić przez tydzień i przyciągać będą robactwo, potęgując efekt, który trapił ją od dotyku kapłanów zgnilizny (efekt minąłby po przespanej nocy z dala od kotliny, teraz musiała odczekać aż tydzień). Larv schowała sobie kilka lilii do plecaka, uważając tym razem, by żadnej nie pokruszyć w dłoniach.

Spiralna Katedra

Następnie bohaterowie wrócili do Spiralnej Katedry i spróbowali podważyć głowę płaskorzeźby kapałna nożami. Ich grzebanko aktywowało mechanizm i we wnęce znaleźli złoty dysk pokryty spiralnym wzorem i wizerunkami gwiazd, rozmiar dysku odpowiadał zagłębieniu na środku komnaty. Urvarg spróbowała usunąć na wpół roztopiony posążek z wnęki, udało jej się, pułapka jednak poraziła ją wyładowaniem elektrycznym.

Po włożeniu dysku, spód wnęki przesunął się na bok, odsłaniając złotą koronę z motywem kolczastej aureoli oraz pokrytej klejnotami spirali. Adalberta wzięła tę koronę i włożyła ją na głowę Euzebiusza. Euzebiusz wzniósł się pół metra nad ziemię, jego oczy zaczęły świecić nienaturalnym światłem. Filozof stracił wszelkie czucie, widział tylko wizje nieustannie rozszerzającego się i kurczącego kosmosu, których jego nędzny mózg nie był w stanie pojąć. Reszta drużyny spostrzegła, że zrobiło się ciszej, tak jakby jakiś dźwięk, który od dawna stale słyszeli, ucichł (to zniknął wir znajdujący się na północy kotliny).

Usłyszeli wrzask, który zdawał się dobiegać ze wszystkich stron jednocześnie, następnie jakiś narastający hałas pod podłogą. Chwilę później skalną posadzkę przebiła paszcza, która następnie zapadła się w sobie i wyłoniła się z niej wysoka na dwa metry postać w bogato zdobionej czarnej szacie, z masą oczu dookoła głowy, rogami jak baran, ogromnymi szponami oraz pionową, najeżoną zębami paszczą od mostka aż do krocza (to Akünh, chociaż gracze biorą ją za jakiegoś pomniejszego demona). Bohaterowie spanikowali i zdjęli z głowy Euzebiusza koronę, Euzebiusz upadł na ziemię zdezorientowany, ale przytomny. Szybko udało im się pokonać tego przeciwnika - w tym przypadku nie upilnowałem gracza Therasa, który przypadkiem zapisał sobie, że jego zaklęcie miota k4 piorunami, zamiast k2, zorientowałem się niestety o tej pomyłce dużo później.

Akünh zaczęła się odradzać w sercu Zigguratu, teraz w pełni zdając sobie sprawę z zagrożenia, jakie stanowi drużyna oraz korona.

Próbowali założyć Euzebiuszowi koronę po raz kolejny, wywołując ten sam efekt, z wyjątkiem przywołania demona (Akünh jeszcze się nie odrodziła). Jeden z bohaterów wyszedł i upewnił się, że wir zniknął. Zdjęli Euzebiuszowi koronę, filozof stwierdził, że korona raczej tego stwora nie przyzwała, zareagował natomiast na jej działanie. Udali się jakieś pół kilometra na północ, aby zbliżyć się bardziej do Zigguratu i upewnić się, czy korona działa również poza Katedrą. Założyli Euzebiuszowi koronę po raz kolejny. Wir zniknął, zaś chwilę później dostrzegła nadchodzących przeciwników: 7 kapłanów oraz 4 pokryte rogami bestie wielkości i postury dzika, bez widocznych oczu, z okrągłymi paszczami - to osłabiona Akünh wysłała przeciwko nim wszystkie swoje siły, jakie miała pod ręką.

Tu niestety objawia się mój problem jeśli chodzi o prowadzenie walk - często zapominam o ważnych zasadach. W tym przypadku zapomniałem o tym, że bestie atakują dwukrotnie oraz mają redukcję obrażeń. Na przyszłość muszę się pilnować, aby zawsze przed walką jeszcze raz dokładnie przeczytać opis przeciwników.

Bohaterowie zdjęli koronę z głowy Euzebiusza, tym razem padł nieprzytomny. Gracza zabrałem na stronę i wyjaśniłem mu, że dusza opuściła jego ciało i została porwana w kosmos. W walce zginęła Adalberta oraz kultysta Hrangvald. Larv wsadziła jednemu z kapłanów czarną lilię do pionowej paszczy (nie miało to dostrzegalnych efektów). Ostatecznie kapłani uciekli po odniesieniu ciężkich strat, zaś bestie bezmyślnie i wściekle walczyły aż do śmierci.

Bohaterowie obrabowali zwłoki Adalberty, zaś Euzebiusza w stanie wegetatywnym zaciągnęli do Katedry. Planowali odpocząć przez noc, a rankiem wyruszyć w kierunku Zigguratu. Nagle usłyszeli miarowe kroki oraz szczękanie zbroi, po chwili przez wejście do katedry wkroczył zbrojny oddział wojska: siedmiu włóczników z tarczami, w płytowych zbrojach oraz zasłaniających twarze hełmach. Zakrzyknęli "Plugawcy! Poddajcie się w imieniu Króla Cieni!". Twarze bohaterów, wyrażające przed chwilą przerażenie, rozpromieniły się. Zaczęli tłumaczyć, że ich celem jest powstrzymać demona, a w ogóle to uratowali już kiedyś dziedzica Aldona, oraz mają od Króla Cieni oficjalny glejt. Dowódca oddziału, kapitan Vradolak, dowódca Popielatych Włóczni, podesłał swojego pachołka Hencka, żeby przyniósł mu ten glejt. Kapitan dał się przekonać, że drużyna jest po jego stronie i wypytał ich o sytuację.

Co do powyższego: w rzutach wypadło mi losowe spotkanie z inną grupą wysłaną przez brata Nasberta. Wylosowałem wcześniej, że mnich przekonał Króla Cieni do pomocy przeciwko Akünh i ten wysłał oddział wojska. Wiedziałem, że będzie to wyglądało tak, jakbym specjalnie zmaterializował posiłki dla osłabionej drużyny, tak aby miała większe szanse w ostatecznym starciu. W rzeczywistości tak nie było i szczerze mówiąc równie ciekawe byłoby dla mnie jakby poszli na z góry skazaną na porażkę walkę i poświęcili się w imię sprawy, czy też zwinęli nogi za pas i uciekli (a tymczasem Akünh rozpęta piekło za ich plecami). Cóż, skoro jednak zdecydowałem polegać na kościach, nie w porządku byłoby rezygnować z tego teraz.

Vradolak poinformował drużynę, że wojacy pokonali już i zabili plugawych kapłanów. Wkrótce okazało się, że byli to kultyści z lasu, sprzymierzeńcy bohaterów, a nie "kapłani paszczowi". Theras zaprowadził ich na pobojowisko na północy, gdzie przyświecając sobie pochodniami obejrzeli zwłoki kapłanów paszczowych oraz rogatych bestii, ich obecność spłoszyła jakiegoś bladego upiora pijącego długą rurką krew ze zwłok Adalberty.
Larv
Wszyscy wrócili do Katedry i tam spędzili noc. Larv próbowała uspokoić błazna śp. Adalberty, pana Chichotka, i dogadać się z nim, przekonać, żeby dzielnie wytrwał. Generalnie starała się urobić go, aby na coś jeszcze się przydał. Pan Chichotek był zdruzgotany, ale zgodził się iść z nimi, bo pozostawiony sam sobie nie widział szans na przetrwanie. Zastanawiali się wspólnie czy nie dobić Euzebiusza, ale kapitan Vradolak powiedział, że albo wkrótce wszyscy zginą, albo niedługo wrócą, a tak czy inaczej, jego cierpienia nie potrwają długo.

Tymczasem założyłem, że Akünh również zbiera siły i szykuje się do ostatecznego starcia. Póki nikt nie zakłada spiralnej korony, nie będzie podejmowała żadnych desperackich kroków. Oszacowałem, że zostałoby jej jakichś 6 kapłanów, a tym kapłanom, którzy uciekli z potyczki, rzuciłem na regenerację HP. Rzucałem co 2 godziny jakie posiłki uda im się przyzwać: 1/2 -  nic, 3/4 - k2 rogate bestie, 5/6 - k4 nieumarłych.

Rankiem wyruszyli na północ. Zbliżyli się do wiru i, podczas gdy reszta drużyny oraz ich sprzymierzeńców widziała wokół siebie tylko zamglone lodowe pustkowie, Larv dostrzegła jezioro oraz groblę prowadzącą na wyspę, na której znajdowała się ogrodzona murem nekropolia. Było tak dlatego, że tylko ona miała na sobie medalion zrabowany z kapłanów. Gdy się zorientowali, że medaliony są konieczne, aby dojść do nekropolii, wrócili do Spiralnej Katedry po medaliony, które pozostały w ekwipunku Euzebiusza. Zabrakło im jednej sztuki, żeby wyposażyć wszystkich, ostatecznie więc na decydujące starcie wyprawiła się drużyna (z wyjątkiem nieprzytomnego Euzebiusza) + pan Chichotek (w zamyśle, że można użyć na nim korony) + wszyscy zbrojni włócznicy. W Katedrze został pachołek Heneck, który przyszykował kuszę, aby móc w razie czego bronić Euzebiusza.

Bohaterowie dotarli do wyspy z nekropolią, oprócz grobów znaleźli tam dół bez dna - Vradolak wrzucił tam kamień - nic nie było słychać. Theras natomiast spróbował zdjąć medalion i znalazł się nagle na śnieżnym pustkowiu, otoczony ze wszystkich stron nieumarłymi, którzy zwrócili się w jego kierunku i ruszyli na niego z jękiem. Założył szybko z powrotem medalion i znalazł się ponownie na wyspie.

Ruszyli naprzód do Zigguratu, puszczając przodem zbrojnych. Tak rozpoczęła się walka:

Po jednej stronie Larv, Theras, Urvarg, 7 żołnierzy Króla Cieni i pan Chichotek. (11)

Po drugiej stronie Akünh, 6 kapłanów zgnilizny, 3 rogate bestie i 8 nieumarłych. (18)

Była to więc spora bitwa, która zaczęła się około 1. w nocy i muszę niestety przyznać, że wiele spraw w czasie jej prowadzenia mi umknęło. Wcześniej już zapomniałem o tym, że rogate bestie mają 2 ataki, więc tym razem wspomniałem, że te bestie wydają się groźniejsze i te atakowały już dwukrotnie. Jeśli chodzi o oddział pomagający drużynie, w pierwszej rundzie zupełnie zapomniałem o tym, że postanowiłem postaciom używającym broni drzewcowej mieć atak okazyjny przeciwko zbliżającemu się przeciwnikowi, a także o tym, że mają oni na sobie zbroje płytowe. W związku z tym, wojownicy, którzy prawdopodobnie utrzymaliby się przy życiu o wiele dłużej, zginęli w większości już w pierwszej rundzie, a gdy przypomniałem sobie o tym, było już za późno, żeby ten błąd poprawić. Dodatkowo, za późno zorientowałem się, że regeneracja jaszczurczej postaci Urvarg prawdopodobnie nie powinna działać na niegojące się rany zadane przez kapłanów zgnilizny, w ogóle o tej właściwości kapłanów pamiętałem tylko za pierwszym razem, gdy raniona została Larv. Choć samo ostateczne starcie było bardzo ekscytujące i chyba wszystkim graczom się podobało, z przyczyn powyższych ja sam byłem dość rozczarowany. Cóż, przynajmniej na przyszłą sesję wiem, nad czym musze popracować i na co zwracać szczególną uwagę.

W każdym razie przebieg walki był taki, że bestie i nieumarli związali walką gwardzistów. Gdy oni walczyli, Urvarg przemieniła się w jaszczura, a Larv założyła panu Chichotkowi koronę. Zniknął wir wlatujący do strzeżonej przez kapłanów paszczy w podłodze na środku sali. Akünh przeteleportowała się obok Chichotka i zabiła go. Larv rzuciła czas niewidzialności na siebie, zaś w następnej rundzie na Therasa. Theras korzystając z niewidzialności założył koronę na głowę Akünh (!!!), która wzniosła się świecąc oczami, osłabiana co rundę mocą korony.

Kapłani pędzili zdjąć koronę Akünh, która w końcu zredukowana do 0hp padła na ziemię (w tym momencie padli również nieumarli, reszta przeciwników walczyła dalej). Próbowali wyszarpnąć artefakt z rąk niewidzialnego Therasa, który dźgał ich swoim specjalnym nożem, który miał 1/4 szansy na zadanie natychmiastowej śmierci. Choć raził wrogów wielokrotnie, ani nie została wyrzucona natychmiastowa śmierć, kapłani otoczyli go i w końcu rozerwali swoimi szponami.

Larv, korzystając z niewidzialności, pobiegła do paszczy w podłodze. Podczas gdy jej towarzysze walczyli o przetrwanie, spędziła jedną rundę na patrzeniu do środka paszczy, drugą na zawisanie w środku na wbitej w mięsną ścianę włóczni i w trzeciej rundzie dopiero zeskoczyła w głąb i przebiła włócznią serce.

W momencie zniszczenia serca, zgodnie z podręcznikiem, aktywowane zostało Nieszczęście, wyrzuciłem proroctwo 4:6:

LEWIATAN WYJDZIE POMIĘDZY WAS. DZIECI ZRODZONE W ZIMIE I TE, KTÓRYM PRZEZNACZONA ŚMIERĆ, NIM ŚNIEGI NADEJDĄ, WSZYSTKIE ON ZABIERZE.

Larv zobaczyła, że obok serca w mięsnej ścianie tworzyć się zaczął jakiś bąbel, gdy rozcięła go, wypłynęło z niego coś, co wyglądało na ludzki płód, przebiła go swoją włócznią. Była to odradzająca się Akünh, jednak po zniszczeniu serca, jej regeneracja została zatrzymana.

Urvarg była już bliska śmierci, otoczona wrogami. Larv wyszła z paszczy. Obie bohaterki opuściły to miejsce zdejmując medaliony. Przeniosły się na pustkowie pełne leżących dookoła trupów. Było zauważalnie cieplej niż wcześniej, moc skuwająca tę krainę nienaturalnym zimnem zniknęła.

Bohaterki wróciły do Spiralnej Katedry, gdzie nie na żarty nastraszyły Hencka, który po raz pierwszy ujrzał Urvarg w jej jaszczurczej postaci. Udało im się jednak go uspokoić, następnie poinformowały go o przebiegu starcia.

Bohaterki zdjęły zbroję płytową z Euzebiusza, Heneck zebrał co wartościowszego z jego ekwipunku (w tym pokryty nekrotycznymi runami bat). Dziewczyny postanowiły zabrać filozofa ze sobą, póki jeszcze żyje i jest szansa na uratowanie go. Heneck zdziwił się, twierdząc, że wciąganie go po klifie to zbyt karkołomny plan, ale nie zdawał sobie sprawy, że bohaterowie weszli do kotliny tunelem. Dotarli w końcu na górę, zebrali konia i osły, na których znajdowały się zapasy Popielatych Włóczni i ruszyli w drogę z powrotem przez Sarkash.

Po drodze jednej nocy mogli słyszeć warki i mlaski grupy jakichś głośno pożywiających się bestii, ale poza tym niczego nie napotkali. 16 kytorna ciało Euzebiusza zawiesiło funkcje życiowe. 20 kytorna dotarli do osady - Urvarg nadal w postaci jaszczurczej. Widząc ją, kmiotkowie rozbiegli się w popłochu. Otoczyła ją straż. Heneck zaczął szybko tłumaczyć sytuację strażnikom. Urvarg odmieniła się z powrotem w postać ludzką, Larv okryła ją kocem i kupiła dla niej proste ubranie. Interwencja Hencka pomogła jej ostatecznie odzyskać wolność dzięki je zasługom, została jednak ostrzeżona, żeby wybryki takie się nie powtórzyły.

Mam przeczucie, że Urvarg będą przydarzały się jeszcze podobne sytuacje (w końcu wadą, którą wylosowała swojej postaci, jest zapominanie o ważnych sprawach), w innych warunkach prawdopodobnie spotka ją dużo bardziej agresywna reakcja zarówno ludu, jak i kleru czy służb porządkowych.

Bohaterki poprosiły Hencka, żeby towarzyszył im do karczmy, gdzie znalazły brata Nasberta. Był on zaskoczony ich widokiem, dziewczyny powiedziały mu, że reszta wysłanych na misję poległa. Prosił o dowód pokonania Akünh - nie mieli jednak przy sobie ani jej głowy, ani serca. Okazali mu jedynie złoty medalion, który zakonnik wziął. Heneck potwierdził ich historię, zaznaczając jednak, że ostatecznego starcia na własne oczy nie widział, ale wir zniknął, podobnie jak nienaturalne zimno. Nasbert pytał również o inne grupy poszukiwaczy przygód, których bohaterki nie napotkały na swojej drodze. Mnich wypłacił im nagrodę, która wynosiła w sumie 875 sztuk srebra (wychodziło sporo na głowę, po zgonie 3 członków drużyny) i szybko się zmył. Mnich udał się na dwór Króla Cieni,  by podziękować za pomoc w tej misji, a następnie wyruszył do swoich zwierzchników. Heneck łakomym okiem spoglądał na sakiewkę, którą otrzymały bohaterki i zaczął argumentować, że jemu również się coś należy. Zaczął nawet insynuować, że mogą mieć coś wspólnego ze śmiercią oddziału kapitana Vradolaka i może szepnąć w pałacu to i owo. Dziewczyny zgodziły się odpalić mu 60 sztuk srebra, kwota ta zadowoliła go.

Ostatecznie Heneck zabrał ze sobą ich zwierzęta (konia i osła), o których ani razu nie wspomniały, że do nich należą, a knecht założył, że to uczciwy łup na pobitych kultystach, podobnie jak nekrotyczny bicz Euzebiusza. Ogólnie rzecz biorąc, wyszedł nieźle na całej tej wyprawie.

Wpisy do Księgi Umarłych:

†Euzebiusz Defekator, którego duch opuścił ciało, porwany przez spiralną koronę

†Adalberta von Dup, rozszarpana przez rogatą bestię

†Theras, rozszarpany przez kapłana paszczowego w Zigguracie Śmierci

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz