niedziela, 23 października 2022

Raport z sesji: Ponure Półrocze MÖRK BORG sesja 4 (Głodomór)

20 Kytorn, rok 2620

Postacie graczy:
Larv, Rynsztokowa Szumowina
Urvarg, Przeklęty Zmiennokształtny

Do drużyny w trakcie sesji dołączają:
Cromwellka, Złodziejka
Sigismund, Prorok Martwego Boga
Valeger, Przeklęta Ofiara

Poniższe wydarzenia rozgrywane były zaraz po wpisie o poprzedniej sesji, ale jako że zaczynamy nową przygodę, z odnowionym składem osobowym, postanowiłem zamieścić osobny wpis.

Urvarg i Larv siedziały sobie w karczmie "Ropuszka" i, zajadając dania rybne, wypytywały karczmarkę o sytuację w okolicy. Wiedziały, że rozwieszone są listy gończe za niejakim Silasem, dowiedziały się jednak, że droga do Nienendorfu, miasta, którego władze ów zbiega poszukują, może okazać się niezbyt bezpieczna. Karczmarka opowiedziała im, że ludzie giną na tej drodze, a coś lub ktoś morduje chłopów w okolicznych wioskach.

Valeger

Gdy bohaterki rozmawiały, do karczmy weszła wyczerpana kobieta w podróżnym stroju. Przysiadła przy jednym ze stołów i przysłuchiwała się ich rozmowie. W końcu przedstawiła się jako Valeger i zaproponowała, że doprowadzi je do Nienendorfu, twierdząc, że sama niedawno przebyła tę drogę i że wyprawa ta jest jak najbardziej wykonalna - opowiadała im to, wyżerając im jedną ręką kawałki ryby z talerzy.

Valeger to przeklęta ofiara, była prostytutka, którą próbowali złożyć w ofierze wyznawcy Nechrubela. Uszła z życiem, straciła jednak lewą rękę oraz swój cień. Na jej karku znajduje się piętno z symbolem Nechrubela i, gdziekolwiek się znajdzie, kultyści nigdy nie przestaną starać się, aby dopełniło się jej przeznaczenie. Sama Valeger stara się po prostu mieć jak najwięcej "mięsa" (co w tym przypadku oznacza BG) między sobą, a swoimi prześladowcami.
Symbol Nechrubela
Larv zapłaciła jakiejś praczce za wypranie jej ubrań z (cały czas była ubabrana krwią z serca Akünh). Ona i Urvarg zakupiły zapasy na drogę i przenocowały w karczmie, tymczasem Vageler (bez grosza), przenocowała w jakiejś szopie. Rankiem wyruszyły w drogę na południe i wkrótce spotkały mężczyznę stojącego na drodze z rozpostartymi ramionami. Przedstawił się jako Sigismund, znał imiona Urvarg i Larv opowiedział, że doznał objawienia na temat Świętego Euzebiusza i jest gotowy głosić jego naukę (nie był sam jeszcze do końca pewien jaka nauka miałaby to być). 

Sigismund
Sigismund to prorok martwego boga. Przed doznaniem objawienia na temat Euzebiusza Defekatora nie był szczególnie religijny. Otacza go potworny smród jego gnijącego martwego patrona, a na dłoniach pojawiają się czarne stygmaty, które wywołują drgawki u tego, kto zostanie nimi smyrnięty.

Po drodze, w lesie, napotkali dwa nagie ciała przybite do drzew, z wyrytymi na czole i piersi symbolami kościoła bazyliszków. Po wnikliwej analizie ("Czy symbole wyglądają, jakby ten, kto je wyrył, robił to z rytualną czcią, czy bardziej jakby to była kpina i obraza?" - generalnie było tak, że  poziom wyrycia był nie do końca precyzyjny, zaś same ciała były na tyle świeże, że nie zaczęły gnić i być zżerane przez robaki, ale wystarczająco stare, aby krew zaschła) ruszyli dalej. Po kilku godzinach drogi znaleźli również pojedyńczą kobiecą dłoń, w której otoczeniu dostrzegli również plamy krwi oraz udeptane zarośla na uboczu drogi. Ruszyli jednak dalej w kierunku miasta i w końcu do niego dotarli.

Nienendorf

Gdy weszli do tego niewielkiego, otoczonego murem miasta, natknęli się na kroczącą wokół głównego rynku procesję religijną. 20 kytorn to w końcu dzień św. Drumara, jak wie każdy bazyliszkański wierny. Tak samo jak fakt, że św. Drumar znany jest ze swojej pielgrzymki do Bergen Chrypty, gdzie po napadzie bandytów, został pozostawiony ranny na śmierć. Obudziwszy się 12 dni później, zobaczył, że otaczają go chryptowe sępy, które nie dość, że nie zaczęły go konsumować, a pochylały się jakby kłaniając się w modlitwie.

Tymczasem pośród tłumu poruszała się złodziejka. Spróbowała ona dokonać kradzieży kieszonkowej na jednym z mieszczan, znalazłszy w jego kieszeni coś ciepłego i lepkiego, wytarła dłoń w płaszcz i zagaiła do przybyszów. Przedstawiła się jako Cromwellka i zaproponowała, że opowie im o tym, co ostatnio dzieje się w mieście.

Cromwellka jest złodziejką. Klasę dla tej bohaterki wybraliśmy losowo. Jako że nie był związany z nią żaden koncept, na podstawie którego miałaby dołączyć do drużyny, postanowiłem rzucić jej jeszcze na podręcznikową Niepokojącą Historię. Okazało się, że Cromwellka ma pokaźny dług, który odsprzedawany jest coraz bardziej bezwzględnym grupom. Na dług rzuciłem jej k20+k20 x 100, wyszło z tego zaledwie 600 sztuk srebra. Pasuje. Szukanie szybkiego zarobku to jeden z najlepszych pretekstów do poszukiwania przygód.


Porozmawiali trochę o zaginionych chłopach (o tym, że baron tamtych terenów jest dziwakiem, niektórzy myślą, że to jego sprawka, inni, że to kultyści Udoka) i o poszukiwanym Silasie. Cromwellka powiedziała im, że słyszała o pewnym myśliwym, który często przesiaduje w karczmie Szary Dzik i pomstuje na Silasa. Bohaterowie udali się do Szarego Dzika, gdzie nie znaleźli myśliwego, spotkali zaś karczmarza głośno pomstującego i walącego drewnianą pałą w klatkę z jakimś nędznym, pozbawionym większości piór ptakiem. Zagadany opowiedział, że ptak niegdyś umilał gościom czas swoim śpiewem, ale od niedawna (konkretnie od 15 kytorna) zaczął zamiast tego w kółko powtarzać przepowiednię:

Lewiatan wyjdzie pomiędzy was. Dzieci zrodzone w zimie i te, którym przeznaczona śmierć, nim śniegi nadejdą, wszystkie on zabierze.

Drużyna spytała, czy można ptaka pożyczyć na chwilę, karczmarz odpowiedział im, że mogą go sobie nawet zabrać, ale niech zamówią porządny obiad, co też uczynili. Dostali gulasz po galgenbecku. Myśliwego odnaleźli we wschodniej części miasta, przedstawił się jako Beorden, wpuścił ich do swojego domu i opowiedział o tym, że niegdyś przyjaźnił się z Silasem, ale poróżnili się, jakoby o niespłacone długi. Co więcej, zaproponował, że pomoże im go znaleźć. Powiedział, że nie interesuje się nagrodą, twierdził, że zadowoli się zemstą. Co więcej, udało mu się wyśledzić, dokąd poszukiwany zbiegł, nie mógł jednak kontynuować pościgu, gdy usłyszał w pobliżu ryk trolla, który urzęduje na tamtym terytorium. Następnie wyprosił drużynę ze swojego domu, gdyż smród Sigismunda robił się nie do wytrzymania, oczy wszystkim łzawiły, a psy Beordena zaczęły skomleć. Pozwolił drużynie przenocować w swojej wędzarni, z wyjątkiem Sigismunda, który został wygoniony do namiotu, żeby mięso nie prześmierdło.
Larv
Rankiem wyruszyli do lasu (wieszczącego ptaka zostawili w domu myśliwego), wkrótce trafili na terytorium trolla - co widać było wyraźnie po połamanych i obdrapanych drzewach, jak również plamach czarnej wydzieliny o intensywnym zapachu. Dotarli w końcu do miejsca, gdzie Beordena ostatnio doprowadził tropiący pies, które okazało się tunelem w ziemi. Łowca zapalił latarnię i spytał, kto wchodzi pierwszy. W tym momencie Urvarg przetransformowała się w formę jaszczurczą. Beorden tego nigdy wcześniej nie widział, ani nie został o jej naturze w żaden sposób poinformowany. Facet przestraszył się nie na żarty, zaczął ładować kuszę, nerwowo spoglądając na drużynę, jego pies zaczął warczeć. Wyglądało to tak, jakby ci włóczędzy wyprowadzili go do lasu, żeby go zarżnąć. Zresztą kto wie czy to nie oni są odpowiedzialni za te wszystkie zniknięcia? Larv nerwowo próbowała go uspokoić, gdy wykrzyknęła coś trochę za głośno, Beorden nerwowo ją uciszył i zaczął nasłuchiwać. Stwierdziwszy, że jeśli chcieliby go zabić, to prawdopodobnie już by to zrobili i nie chcąc przywabić tym zamieszaniem groźnego trolla, myśliwy wskazał Urvarg latarnię i polecił jej zejść do podziemi.

Wyszła z tego wszystkiego bardzo fajna, taka emocjonująca, wręcz filmowa, scena. Odgrywając Beordena wstałem na równe nogi, udając, że celuję z kuszy do Urvarg. Gdy łowca nasłuchiwał, gracze myśleli, że naprawdę coś usłyszałem (i że np. któreś z bawiących się w innym pokoju dzieci nas woła). 
 
Jak tak dalej pójdzie, to naprawdę ktoś niedługo rozniesie Urvarg na widłach. Zakładam, że jeśli wyjdą z tego cało, Beorden prędzej czy później rozgada w mieście o naturze Zmiennokształtnej i może wtedy zrobić się gorąco. Planuję na to rzucać 1/12 na dzień.

Urvarg zeszła na dół, do komnaty z posadzką pokrytą jakimiś śmieciami i wkurzonym borsukoszczurem. Po krótkiej walce zwierzę zwiało. Reszta drużyny dołączyła do niej i na tym zakończyła się sesja.

niedziela, 9 października 2022

Raport z sesji: Ponure Półrocze MÖRK BORG sesja 3 (Ziggurat Śmierci 2)

13 Kytorn, rok 2620

Postacie graczy:
Adalberta von Dup, Upadła Arystokratka, z irytującym i bezużytecznym błaznem, Panem Chichotkiem
Euzebiusz Defekator, Zapomniany Filozof
Larv, Rynsztokowa Szumowina
Theras, Heretycki Kapłan
Urvarg, Przeklęty Zmiennokształtny

Pomocnicy:
Hrangvald, kultysta śmierci

O świcie drużyna spożyła śniadanie wewnątrz pękniętej kopuły, zaś Theras zasiadł do lektury swojej Bluźnierczej Biblii Nechrubela (ukryty rzut się nie powiódł, co oznaczało, że czekają go przywidzenia). Bohaterowie udali się na południe, na teren pokryty demonicznymi posągami. Oglądali je dokładnie, próbowali roztrzaskać niektóre z nich. Euzebiusz poszukał miejsca, które można uznać za środek statuatorium, a następnie zaczął rozkopywać śnieg. Pod zaspą znalazł zamarzniętego trupa, zaś usuwając więcej śniegu, cały stos zamarzniętych zwłok. Szukając kawałek dalej, więcej trupów nie znalazł. 

Udali się następnie na zachód, spodziewając się znaleźć tam więcej kopuł i artefaktów. Przechodząc przez zamarznięty ogród, Euzebiusz zauważył dwóch skradających się "kapłanów paszczowych" (nazywanych też przez bohaterów "gębonami"). Dyskretnie poinformował o tym Therasa, który spoglądając w tym kierunku zobaczył nie dwóch, a dziesięciu zbliżających się kapłanów. Wyciągnął swój zwój i strzelił w ich kierunku piorunami, ale spalił tylko krzaki, po kapłanach nie było nawet śladu.

Tych 10 było halucynacją, a ci 2 kapłani zdążyli umknąć w mgłę, aby poinformować o intruzach swoją panią - byli to pierwsi kapłani, którzy napotkali ich i przeżyli. Od tego momentu dla rzutów na spotkania losowe stosowałem następującą zasadę: jeśli wyrzuciłbym spotkanie z Akünh, jest 50% szans, że jest przygotowana do walki i kroczy z obstawą (k4+1 kapłanów, 2 rogate bestie). Wyrzucenie spotkania z Sarku, którego drużyna miała okazję spotkać, to 50% szans na spotkanie innej grupy, którą bratu Nasbertowi udało się wysłać na północ przeciwko Akünh - w końcu kto spodziewałby się, że jedna grupka straceńców da radę powstrzymać demoniczne dziecię? W ogóle Nasbert zwerbował ich niejako przy okazji, oczekając na audiencję na dworze Króla Cieni.

Drużyna dotarła do skutego lodem jeziora na zachodzie, otoczonego uwięzionymi w zamarzniętym błocie zawodzącymi nieumarłymi, nie znajdując po drodze kolejnych kopuł ułożonych symetrycznie do poprzednich. Mieli nadzieję znaleźć jakieś sekretne przejście za wodospadem, jednak lód był zbyt cienki i kruchy, aby móc po nim chodzić. Na powierzchni lodu znaleźli zamarznięte czarne lilie. Urvarg podniosła jedną z nich, a Larv pokruszyła ją w dłoni - natychmiast przeszedł ją dreszcz i dostała nudności, lilia sprawiła, że jej rany nie będą się goić przez tydzień i przyciągać będą robactwo, potęgując efekt, który trapił ją od dotyku kapłanów zgnilizny (efekt minąłby po przespanej nocy z dala od kotliny, teraz musiała odczekać aż tydzień). Larv schowała sobie kilka lilii do plecaka, uważając tym razem, by żadnej nie pokruszyć w dłoniach.

Spiralna Katedra

Następnie bohaterowie wrócili do Spiralnej Katedry i spróbowali podważyć głowę płaskorzeźby kapałna nożami. Ich grzebanko aktywowało mechanizm i we wnęce znaleźli złoty dysk pokryty spiralnym wzorem i wizerunkami gwiazd, rozmiar dysku odpowiadał zagłębieniu na środku komnaty. Urvarg spróbowała usunąć na wpół roztopiony posążek z wnęki, udało jej się, pułapka jednak poraziła ją wyładowaniem elektrycznym.

Po włożeniu dysku, spód wnęki przesunął się na bok, odsłaniając złotą koronę z motywem kolczastej aureoli oraz pokrytej klejnotami spirali. Adalberta wzięła tę koronę i włożyła ją na głowę Euzebiusza. Euzebiusz wzniósł się pół metra nad ziemię, jego oczy zaczęły świecić nienaturalnym światłem. Filozof stracił wszelkie czucie, widział tylko wizje nieustannie rozszerzającego się i kurczącego kosmosu, których jego nędzny mózg nie był w stanie pojąć. Reszta drużyny spostrzegła, że zrobiło się ciszej, tak jakby jakiś dźwięk, który od dawna stale słyszeli, ucichł (to zniknął wir znajdujący się na północy kotliny).

Usłyszeli wrzask, który zdawał się dobiegać ze wszystkich stron jednocześnie, następnie jakiś narastający hałas pod podłogą. Chwilę później skalną posadzkę przebiła paszcza, która następnie zapadła się w sobie i wyłoniła się z niej wysoka na dwa metry postać w bogato zdobionej czarnej szacie, z masą oczu dookoła głowy, rogami jak baran, ogromnymi szponami oraz pionową, najeżoną zębami paszczą od mostka aż do krocza (to Akünh, chociaż gracze biorą ją za jakiegoś pomniejszego demona). Bohaterowie spanikowali i zdjęli z głowy Euzebiusza koronę, Euzebiusz upadł na ziemię zdezorientowany, ale przytomny. Szybko udało im się pokonać tego przeciwnika - w tym przypadku nie upilnowałem gracza Therasa, który przypadkiem zapisał sobie, że jego zaklęcie miota k4 piorunami, zamiast k2, zorientowałem się niestety o tej pomyłce dużo później.

Akünh zaczęła się odradzać w sercu Zigguratu, teraz w pełni zdając sobie sprawę z zagrożenia, jakie stanowi drużyna oraz korona.

Próbowali założyć Euzebiuszowi koronę po raz kolejny, wywołując ten sam efekt, z wyjątkiem przywołania demona (Akünh jeszcze się nie odrodziła). Jeden z bohaterów wyszedł i upewnił się, że wir zniknął. Zdjęli Euzebiuszowi koronę, filozof stwierdził, że korona raczej tego stwora nie przyzwała, zareagował natomiast na jej działanie. Udali się jakieś pół kilometra na północ, aby zbliżyć się bardziej do Zigguratu i upewnić się, czy korona działa również poza Katedrą. Założyli Euzebiuszowi koronę po raz kolejny. Wir zniknął, zaś chwilę później dostrzegła nadchodzących przeciwników: 7 kapłanów oraz 4 pokryte rogami bestie wielkości i postury dzika, bez widocznych oczu, z okrągłymi paszczami - to osłabiona Akünh wysłała przeciwko nim wszystkie swoje siły, jakie miała pod ręką.

Tu niestety objawia się mój problem jeśli chodzi o prowadzenie walk - często zapominam o ważnych zasadach. W tym przypadku zapomniałem o tym, że bestie atakują dwukrotnie oraz mają redukcję obrażeń. Na przyszłość muszę się pilnować, aby zawsze przed walką jeszcze raz dokładnie przeczytać opis przeciwników.

Bohaterowie zdjęli koronę z głowy Euzebiusza, tym razem padł nieprzytomny. Gracza zabrałem na stronę i wyjaśniłem mu, że dusza opuściła jego ciało i została porwana w kosmos. W walce zginęła Adalberta oraz kultysta Hrangvald. Larv wsadziła jednemu z kapłanów czarną lilię do pionowej paszczy (nie miało to dostrzegalnych efektów). Ostatecznie kapłani uciekli po odniesieniu ciężkich strat, zaś bestie bezmyślnie i wściekle walczyły aż do śmierci.

Bohaterowie obrabowali zwłoki Adalberty, zaś Euzebiusza w stanie wegetatywnym zaciągnęli do Katedry. Planowali odpocząć przez noc, a rankiem wyruszyć w kierunku Zigguratu. Nagle usłyszeli miarowe kroki oraz szczękanie zbroi, po chwili przez wejście do katedry wkroczył zbrojny oddział wojska: siedmiu włóczników z tarczami, w płytowych zbrojach oraz zasłaniających twarze hełmach. Zakrzyknęli "Plugawcy! Poddajcie się w imieniu Króla Cieni!". Twarze bohaterów, wyrażające przed chwilą przerażenie, rozpromieniły się. Zaczęli tłumaczyć, że ich celem jest powstrzymać demona, a w ogóle to uratowali już kiedyś dziedzica Aldona, oraz mają od Króla Cieni oficjalny glejt. Dowódca oddziału, kapitan Vradolak, dowódca Popielatych Włóczni, podesłał swojego pachołka Hencka, żeby przyniósł mu ten glejt. Kapitan dał się przekonać, że drużyna jest po jego stronie i wypytał ich o sytuację.

Co do powyższego: w rzutach wypadło mi losowe spotkanie z inną grupą wysłaną przez brata Nasberta. Wylosowałem wcześniej, że mnich przekonał Króla Cieni do pomocy przeciwko Akünh i ten wysłał oddział wojska. Wiedziałem, że będzie to wyglądało tak, jakbym specjalnie zmaterializował posiłki dla osłabionej drużyny, tak aby miała większe szanse w ostatecznym starciu. W rzeczywistości tak nie było i szczerze mówiąc równie ciekawe byłoby dla mnie jakby poszli na z góry skazaną na porażkę walkę i poświęcili się w imię sprawy, czy też zwinęli nogi za pas i uciekli (a tymczasem Akünh rozpęta piekło za ich plecami). Cóż, skoro jednak zdecydowałem polegać na kościach, nie w porządku byłoby rezygnować z tego teraz.

Vradolak poinformował drużynę, że wojacy pokonali już i zabili plugawych kapłanów. Wkrótce okazało się, że byli to kultyści z lasu, sprzymierzeńcy bohaterów, a nie "kapłani paszczowi". Theras zaprowadził ich na pobojowisko na północy, gdzie przyświecając sobie pochodniami obejrzeli zwłoki kapłanów paszczowych oraz rogatych bestii, ich obecność spłoszyła jakiegoś bladego upiora pijącego długą rurką krew ze zwłok Adalberty.
Larv
Wszyscy wrócili do Katedry i tam spędzili noc. Larv próbowała uspokoić błazna śp. Adalberty, pana Chichotka, i dogadać się z nim, przekonać, żeby dzielnie wytrwał. Generalnie starała się urobić go, aby na coś jeszcze się przydał. Pan Chichotek był zdruzgotany, ale zgodził się iść z nimi, bo pozostawiony sam sobie nie widział szans na przetrwanie. Zastanawiali się wspólnie czy nie dobić Euzebiusza, ale kapitan Vradolak powiedział, że albo wkrótce wszyscy zginą, albo niedługo wrócą, a tak czy inaczej, jego cierpienia nie potrwają długo.

Tymczasem założyłem, że Akünh również zbiera siły i szykuje się do ostatecznego starcia. Póki nikt nie zakłada spiralnej korony, nie będzie podejmowała żadnych desperackich kroków. Oszacowałem, że zostałoby jej jakichś 6 kapłanów, a tym kapłanom, którzy uciekli z potyczki, rzuciłem na regenerację HP. Rzucałem co 2 godziny jakie posiłki uda im się przyzwać: 1/2 -  nic, 3/4 - k2 rogate bestie, 5/6 - k4 nieumarłych.

Rankiem wyruszyli na północ. Zbliżyli się do wiru i, podczas gdy reszta drużyny oraz ich sprzymierzeńców widziała wokół siebie tylko zamglone lodowe pustkowie, Larv dostrzegła jezioro oraz groblę prowadzącą na wyspę, na której znajdowała się ogrodzona murem nekropolia. Było tak dlatego, że tylko ona miała na sobie medalion zrabowany z kapłanów. Gdy się zorientowali, że medaliony są konieczne, aby dojść do nekropolii, wrócili do Spiralnej Katedry po medaliony, które pozostały w ekwipunku Euzebiusza. Zabrakło im jednej sztuki, żeby wyposażyć wszystkich, ostatecznie więc na decydujące starcie wyprawiła się drużyna (z wyjątkiem nieprzytomnego Euzebiusza) + pan Chichotek (w zamyśle, że można użyć na nim korony) + wszyscy zbrojni włócznicy. W Katedrze został pachołek Heneck, który przyszykował kuszę, aby móc w razie czego bronić Euzebiusza.

Bohaterowie dotarli do wyspy z nekropolią, oprócz grobów znaleźli tam dół bez dna - Vradolak wrzucił tam kamień - nic nie było słychać. Theras natomiast spróbował zdjąć medalion i znalazł się nagle na śnieżnym pustkowiu, otoczony ze wszystkich stron nieumarłymi, którzy zwrócili się w jego kierunku i ruszyli na niego z jękiem. Założył szybko z powrotem medalion i znalazł się ponownie na wyspie.

Ruszyli naprzód do Zigguratu, puszczając przodem zbrojnych. Tak rozpoczęła się walka:

Po jednej stronie Larv, Theras, Urvarg, 7 żołnierzy Króla Cieni i pan Chichotek. (11)

Po drugiej stronie Akünh, 6 kapłanów zgnilizny, 3 rogate bestie i 8 nieumarłych. (18)

Była to więc spora bitwa, która zaczęła się około 1. w nocy i muszę niestety przyznać, że wiele spraw w czasie jej prowadzenia mi umknęło. Wcześniej już zapomniałem o tym, że rogate bestie mają 2 ataki, więc tym razem wspomniałem, że te bestie wydają się groźniejsze i te atakowały już dwukrotnie. Jeśli chodzi o oddział pomagający drużynie, w pierwszej rundzie zupełnie zapomniałem o tym, że postanowiłem postaciom używającym broni drzewcowej mieć atak okazyjny przeciwko zbliżającemu się przeciwnikowi, a także o tym, że mają oni na sobie zbroje płytowe. W związku z tym, wojownicy, którzy prawdopodobnie utrzymaliby się przy życiu o wiele dłużej, zginęli w większości już w pierwszej rundzie, a gdy przypomniałem sobie o tym, było już za późno, żeby ten błąd poprawić. Dodatkowo, za późno zorientowałem się, że regeneracja jaszczurczej postaci Urvarg prawdopodobnie nie powinna działać na niegojące się rany zadane przez kapłanów zgnilizny, w ogóle o tej właściwości kapłanów pamiętałem tylko za pierwszym razem, gdy raniona została Larv. Choć samo ostateczne starcie było bardzo ekscytujące i chyba wszystkim graczom się podobało, z przyczyn powyższych ja sam byłem dość rozczarowany. Cóż, przynajmniej na przyszłą sesję wiem, nad czym musze popracować i na co zwracać szczególną uwagę.

W każdym razie przebieg walki był taki, że bestie i nieumarli związali walką gwardzistów. Gdy oni walczyli, Urvarg przemieniła się w jaszczura, a Larv założyła panu Chichotkowi koronę. Zniknął wir wlatujący do strzeżonej przez kapłanów paszczy w podłodze na środku sali. Akünh przeteleportowała się obok Chichotka i zabiła go. Larv rzuciła czas niewidzialności na siebie, zaś w następnej rundzie na Therasa. Theras korzystając z niewidzialności założył koronę na głowę Akünh (!!!), która wzniosła się świecąc oczami, osłabiana co rundę mocą korony.

Kapłani pędzili zdjąć koronę Akünh, która w końcu zredukowana do 0hp padła na ziemię (w tym momencie padli również nieumarli, reszta przeciwników walczyła dalej). Próbowali wyszarpnąć artefakt z rąk niewidzialnego Therasa, który dźgał ich swoim specjalnym nożem, który miał 1/4 szansy na zadanie natychmiastowej śmierci. Choć raził wrogów wielokrotnie, ani nie została wyrzucona natychmiastowa śmierć, kapłani otoczyli go i w końcu rozerwali swoimi szponami.

Larv, korzystając z niewidzialności, pobiegła do paszczy w podłodze. Podczas gdy jej towarzysze walczyli o przetrwanie, spędziła jedną rundę na patrzeniu do środka paszczy, drugą na zawisanie w środku na wbitej w mięsną ścianę włóczni i w trzeciej rundzie dopiero zeskoczyła w głąb i przebiła włócznią serce.

W momencie zniszczenia serca, zgodnie z podręcznikiem, aktywowane zostało Nieszczęście, wyrzuciłem proroctwo 4:6:

LEWIATAN WYJDZIE POMIĘDZY WAS. DZIECI ZRODZONE W ZIMIE I TE, KTÓRYM PRZEZNACZONA ŚMIERĆ, NIM ŚNIEGI NADEJDĄ, WSZYSTKIE ON ZABIERZE.

Larv zobaczyła, że obok serca w mięsnej ścianie tworzyć się zaczął jakiś bąbel, gdy rozcięła go, wypłynęło z niego coś, co wyglądało na ludzki płód, przebiła go swoją włócznią. Była to odradzająca się Akünh, jednak po zniszczeniu serca, jej regeneracja została zatrzymana.

Urvarg była już bliska śmierci, otoczona wrogami. Larv wyszła z paszczy. Obie bohaterki opuściły to miejsce zdejmując medaliony. Przeniosły się na pustkowie pełne leżących dookoła trupów. Było zauważalnie cieplej niż wcześniej, moc skuwająca tę krainę nienaturalnym zimnem zniknęła.

Bohaterki wróciły do Spiralnej Katedry, gdzie nie na żarty nastraszyły Hencka, który po raz pierwszy ujrzał Urvarg w jej jaszczurczej postaci. Udało im się jednak go uspokoić, następnie poinformowały go o przebiegu starcia.

Bohaterki zdjęły zbroję płytową z Euzebiusza, Heneck zebrał co wartościowszego z jego ekwipunku (w tym pokryty nekrotycznymi runami bat). Dziewczyny postanowiły zabrać filozofa ze sobą, póki jeszcze żyje i jest szansa na uratowanie go. Heneck zdziwił się, twierdząc, że wciąganie go po klifie to zbyt karkołomny plan, ale nie zdawał sobie sprawy, że bohaterowie weszli do kotliny tunelem. Dotarli w końcu na górę, zebrali konia i osły, na których znajdowały się zapasy Popielatych Włóczni i ruszyli w drogę z powrotem przez Sarkash.

Po drodze jednej nocy mogli słyszeć warki i mlaski grupy jakichś głośno pożywiających się bestii, ale poza tym niczego nie napotkali. 16 kytorna ciało Euzebiusza zawiesiło funkcje życiowe. 20 kytorna dotarli do osady - Urvarg nadal w postaci jaszczurczej. Widząc ją, kmiotkowie rozbiegli się w popłochu. Otoczyła ją straż. Heneck zaczął szybko tłumaczyć sytuację strażnikom. Urvarg odmieniła się z powrotem w postać ludzką, Larv okryła ją kocem i kupiła dla niej proste ubranie. Interwencja Hencka pomogła jej ostatecznie odzyskać wolność dzięki je zasługom, została jednak ostrzeżona, żeby wybryki takie się nie powtórzyły.

Mam przeczucie, że Urvarg będą przydarzały się jeszcze podobne sytuacje (w końcu wadą, którą wylosowała swojej postaci, jest zapominanie o ważnych sprawach), w innych warunkach prawdopodobnie spotka ją dużo bardziej agresywna reakcja zarówno ludu, jak i kleru czy służb porządkowych.

Bohaterki poprosiły Hencka, żeby towarzyszył im do karczmy, gdzie znalazły brata Nasberta. Był on zaskoczony ich widokiem, dziewczyny powiedziały mu, że reszta wysłanych na misję poległa. Prosił o dowód pokonania Akünh - nie mieli jednak przy sobie ani jej głowy, ani serca. Okazali mu jedynie złoty medalion, który zakonnik wziął. Heneck potwierdził ich historię, zaznaczając jednak, że ostatecznego starcia na własne oczy nie widział, ale wir zniknął, podobnie jak nienaturalne zimno. Nasbert pytał również o inne grupy poszukiwaczy przygód, których bohaterki nie napotkały na swojej drodze. Mnich wypłacił im nagrodę, która wynosiła w sumie 875 sztuk srebra (wychodziło sporo na głowę, po zgonie 3 członków drużyny) i szybko się zmył. Mnich udał się na dwór Króla Cieni,  by podziękować za pomoc w tej misji, a następnie wyruszył do swoich zwierzchników. Heneck łakomym okiem spoglądał na sakiewkę, którą otrzymały bohaterki i zaczął argumentować, że jemu również się coś należy. Zaczął nawet insynuować, że mogą mieć coś wspólnego ze śmiercią oddziału kapitana Vradolaka i może szepnąć w pałacu to i owo. Dziewczyny zgodziły się odpalić mu 60 sztuk srebra, kwota ta zadowoliła go.

Ostatecznie Heneck zabrał ze sobą ich zwierzęta (konia i osła), o których ani razu nie wspomniały, że do nich należą, a knecht założył, że to uczciwy łup na pobitych kultystach, podobnie jak nekrotyczny bicz Euzebiusza. Ogólnie rzecz biorąc, wyszedł nieźle na całej tej wyprawie.

Wpisy do Księgi Umarłych:

†Euzebiusz Defekator, którego duch opuścił ciało, porwany przez spiralną koronę

†Adalberta von Dup, rozszarpana przez rogatą bestię

†Theras, rozszarpany przez kapłana paszczowego w Zigguracie Śmierci

wtorek, 4 października 2022

Raport z sesji: Ponure Półrocze MÖRK BORG sesja 2 (Ziggurat Śmierci 1)

7 Kytorn, rok 2620

Postacie graczy:
Adalberta von Dup, Upadła Arystokratka, z irytującym i bezużytecznym błaznem, Panem Chichotkiem
Euzebiusz Defekator, Zapomniany Filozof
Larv, Rynsztokowa Szumowina
Theras, Heretycki Kapłan
Urvarg, Przeklęty Zmiennokształtny

Podczas gdy Zamaskowany Wróżbita oddalił się wraz z królewiczem Aldonem, jeden z żołnierzy eskorty pozostał na miejscu i przedstawił się jako Kvezum oraz poinformował ich, że jego przyjaciel miałby zlecenie dla ludzi o taki niewątpliwych talentach. Po kilku godzinach podróży przez ruiny, podczas których Euzebiusz Defekator defekował na jeden z mijanych posągów, dotarli do niewielkiej osady zlokalizowanej na bagnistym terenie, który niegdyś stanowił jeden z pałacowych ogrodów.

Wchodząc do lokalnej karczmy Ropuszka, zauważyli list gończy za niejakim Silasem, poszukiwanym za herezję, napad i rabunek. Wewnątrz podpytali o zlecenie, ale karczmarka wiedziała tylko tyle, że list zostawiony został przez łowców z Nienendorfu.

Silas

Kvezum zaprowadził ich do jednego ze stołów, przy którym siedział brat Nasbert, kretuński mnich. Zakonnik opowiedział im o Akünh, demonicznym dziecku, które wieki temu zostało powstrzymane i uwięzione przez jego zakon na dalekiej północy lecz teraz, gdy ostateczny koniec jest coraz bliżej, jej więzy osłabły. Jedyne, co poza tym był w stanie powiedzieć na podstawie rozpadających się zwojów, które mnisi odnaleźli w podziemiach Galgenbeck, było to że Ziggurat, który był jej więzieniem ukryty jest w innym świecie, oraz coś o "kapłanach niosących klucze". Bohaterowie zgodzili się na wynagrodzenie 175 szt. srebra na głowę w zamian za powstrzymanie Akünh.

(Osobiście byłem odrobinę rozczarowany, że gracze nie drążyli dlaczego sam zakon nie zajmie się tym problemem. Otóż Nasbert był jednym z kilku mnichów rozesłanych po dworach tego świata w poszukiwaniu pomocy, nie udało mu się jednak dotrzeć do samego Króla Cieni, więc robi co może, próbując wykonać swoje zadanie. Sam zakon zaś nie był w stanie zorganizować wyprawy przeciwko Akünh, gdy problem wyszedł na jaw, zasoby zakonu były już masowo zaangażowane w inne przedsięwzięcie: poszukiwanie pierwszej urodzonej w tym roku kozy - na żądanie samych Bazyliszków - podręcznik strona 37)

Bohaterowie zjedli kolację z pieczonych półdziobych kruków oraz zupy stawowej (lokalna specjalność) i przenocowali w karczmie. Rankiem nabyli zapasy od lokalnych kupców: ciepłe płaszcze, buty, namioty, tarcze, liny. Theras zakupił osiołka, którego nazwał Pothem, zaś Adalberta zakupiła konia, którego nazwała Nihil (jest nihilistką). Theras wykorzystał swój zwój Bestialskiej Mowy, żeby dogadać się z osiołkiem. Pothem zgodził się wozić Therasa na plecach w zamian za lepsze jedzenie i czystszą wodę ("taką, jak piją ludzie").

Podczas gdy podróżowali poprzez Sarkash, Theras postanowił użyć swojej Bestialskiej Mowy aby przekonać napotkanego nożojeża, żeby pokazał mu swój brzuszek. Nożojeż odmówił, ale ostrzegł go przed kręcącym się w okolicy podrzynaczem gardeł (mały, zwinny ptaszek o ostrym dziobie, żywiący się krwią). Theras próbował następnie przekupić podrzynacza swoją krwią, którą upuszczał sobie używając rodowego sztyletu śp. Alberty von Dup, który ma 1/4 szansy na spowodowanie natychmiastowej śmierci - o czym Theras nie wiedział. Podrzynacz odmówił. Później Theras zgodził się oddać sztylet Adalbercie w zamian za zwój rażenia piorunami.

Po 5 dniach podróży przez coraz zimniejszy las, w końcu dotarli do rozległej kotliny otoczonej wysokimi klifami oraz wypełnionej gęstą mgłą. Poprzez mgłę byli w stanie dostrzec zamarznięty wodospad wpadający do doliny od zachodu, dym wznoszący się z lasu na wschodzie, chmury wciągane jakby tornadem w kierunku ziemi na północy, oraz znacznych rozmiarów budynek w środkowej części kotliny. Dodatkowo na wschodzie, poza kotliną, z lasu wznosiła się kolejna kolumna dymu - wyglądało na to, że ktoś tam obozował.

Theras po raz kolejny spróbował porozmawiać ze zwierzątkami, jednak gdy znalazł już kilka próchnowiewiórek, rzucanie zaklęcia mu się nie powiodło. Następnie odnaleźli znajdujące się w lesie obozowisko. Kręcili się po nim kultyści o pokrytych tatuażami twarzach, odziani w futra obwieszone drobnymi kośćmi. W całej okolicy czuć było silny zapach kadzidła. Podchodząc do kultystów, Urvarg zaczęła skandować "Akünh! Akünh! Akünh!" - mając nadzieję, że kultyści wezmą ich za sprzymierzeńców. Ci tylko się zdziwili, ale zdawali się być przyjaźni. Niestety sami nie bardzo wiedzieli, co dokładnie dzieje się w kotlinie. Ściągnęła ich tu emanująca stamtąd nekromantyczna energia i mieli nadzieję odnaleźć oświecenie poprzez medytację w tej okolicy. Kultyści śmierci nie schodzili dotychczas do kotliny, jednak znaleźli w lesie ogromne zgniłe usta, które zgodzili się pokazać bohaterom.

Gdy ich przewodnik, brat Hrangvald doprowadził bohaterów do gnijącej paszczy, próbowali oni ciąć, rąbać, rzucać w nią fekaliami i kośćmi. W końcu Theras naciął swoją dłoń (znowu używając tego noża, który ma 1/4 szans na zabicie na miejscu) i rozsmarował na paszczy swoją krew, co sprawiło, że w końcu się otworzyła. Bohaterowie chcieli, aby kultysta wszedł do środka razem z nimi, jemu natomiast bardzo zależało, aby poinformować o tym rozwoju wypadków swojego przełożonego. Bohaterowie zgodzili się i odesłali go, przekazując pod opiekę kultystów swoje zwierzęta. Hrangvald wkrótce powrócił uzbrojony w topór, wraz z braćmi Jattrem (uzbrojonym we włócznię) oraz Thorgelem (kosa), którzy zgodzili się towarzyszyć drużynie w wyprawie w głąb gnijących ust.

Bohaterowie spodziewali się, że paszcza może zamknąć się za Therasem, wchodził on więc na samym końcu. Na przodzie, po omacku, wąskim ziemistym tunelem kroczyła Adalberta, jednak gdy usłyszała przed sobą jakieś jęki, poprosiła towarzyszy o podanie jej zapalonej pochodni. Przy jej świetle ujrzała stojącego przed nią chodzącego trupa z wywalonym, śliniącym się jęzorem i czerwonymi ślepiami. Adalberta chwyciła za broń i przekazała pochodnię idącemu za nią Panu Chichotkowi, jednak błazen, z definicji nieprzydatny, połknął płomień, pogrążając ponownie swoją panią w ciemnościach. Szybko zapalona została kolejna pochodnia, przy świetle której Adalberta pokonała nieumarłego. Kiedy jednak reszta drużyny przechodziła nad zwłokami, one znowu zaczęły się ruszać, aż zostały ponownie pokonane, tym razem przez Therasa, który zaraz potem rozczłonkował przeciwnika. Członki wkrótce zaczęły drygać, jednak niezdolne były już zadać komukolwiek szkody.

Zbliżając się do wyjścia z tunelu napotkali kolejnego nieumarłego, którego również pokonali oraz poćwiartowali (odtąd, zapobiegawczo, robili tak z każdym pokonanym przeciwnikiem). Po wyjściu z tunelu przywitał ich lodowaty krajobraz upstrzony ruinami. Pierwszą większą budowlą, na jaką natrafili, była pęknięta u szczytu kopuła. Przez jakiś czas rozważali wspięcie się do szczeliny, ale ostatecznie z tego zrezygnowali. Nie pomyśleli jednak o tym, aby obejść budynek dookoła, żeby sprawdzić, czy nie ma jakiegoś wejścia do niego na poziomie gruntu. Wkrótce napotkali grupę jęczących nieumarłych, których zgładzili bez większych problemów.

Mężczyźni wokół ogniska

Przeszli przez częściowo zalesione pozostałości ogrodu, a następnie do pełnoprawnego lasu we wschodniej części kotliny, gdzie napotkali obozowisko, w którym grupa pięciu mężczyzn siedziała wokół ogniska. Wszyscy ubrani byli w czarne szaty oraz cylindryczne nakrycia głowy o szerokich rondach i czarnych welonach zakrywających twarze. Nosili również na szyjach złote medaliony. Mężczyźni zaprosili bohaterów do dyskusji na tematy metafizyczne, ale gdy drużyna dowiedziała się, że ich celem jest wspieranie Akünh, Theras raził ich piorunami. Tułowia kapłanów otworzyły się, ukazując ogromne, pionowe, najeżone zębami paszcze. Larv została złapana i prawie pożarta przez jednego z przeciwników. Jattr miał mniej szczęścia i został zjedzony w całości. W końcu udało im się pokonać kapłanów. Zabrali ich medaliony. Przy zwłokach znaleźli również zwój z pokrytej tatuażami ludzkiej skóry - przeklęty zwój z zaklęciem Odrażający Psychopomp (przywołaj (k6): 1-3 k4 szkielety, 4-6 k4 zombie). Przeszukali obozowisko, zabrali kapłanom koce i odpoczęli przez jakiś czas. Ich sprzymierzeńcy kultyści zebrali namioty pozostawione przez przeciwników i skonstruowali z nich stos pogrzebowy dla Jattra, ściągając na siebie gniew Therasa, który planował spędzić noc odpoczywając w tychże namiotach.

Kapłani zgnilizny

Pomimo odpoczynku, Larv nie zregenerowała żadnych hp-ków od zadanych gnijącym dotykiem kapłanów obrażeń. Spanikowała i postanowiła użyć zatrutego noża rozgrzanego w ognisku by przyżegać ranę. Jej krzyki sprowadziły kolejną grupę jęczących nieumarłych.

Po walce ruszyli poprzez las na północny zachód, kierując się do wielkiej budowli w centrum kotliny. W czasie drogi usłyszeli jakiś hałas, a następnie nerwowe jęknięcie. Larv pozostała w tyle, aby zbadać sprawę i dostrzegła wychudłą upiorną postać przesuwającą się od drzewa do drzewa, podążając za drużyną. Larv pobiegła do swoich towarzyszy krzycząc, próbując ich ostrzec, czym wielce ich rozczarowała, gdyż stracili szansę by śledzić śledzącego i otoczyć go.

Napotkali następnie kolejną pękniętą kopułę. Tym razem pęknięcie sięgało samej ziemi. Wewnątrz nasypane było pełno śniegu. Przy jednej ze ścian znaleźli rowek w kamieniu w kształcie portalu, pchnąwszy skałę, otworzyli przejście do krótkiego korytarza, na końcu którego znaleźli złotą statuetkę ludzkiego mężczyzny kopulującego ze stonogą (mniejszy skarb - ukryty - bluźnierczy bożek). Podczas gdy wszyscy oglądali ten przedmiot, Urvarg dostrzegła kątem oka białą postać. Natychmiastowo przekształciła się w swoją jaszczurzą postać, na co wychudły, upiorny osobnik zakrzyknął "ale ciekawe!". Urvarg plunęła na niego kwasem, ale jej toksyczna ślina przeleciała przez jego niematerialne ciało.

Postać przedstawiła się jako Sarku i była bardzo ciekawa, czego szukają w tym miejscu. Kiedy przyznali w końcu, że ich celem jest powstrzymanie Akünh, Sarku wyraźnie okazał ulgę. Opowiedział jej, że niegdyś był opiekunem Akünh, lecz kiedy poznał jej demoniczny rodowód, próbował ją powstrzymać, aż w końcu zginął i został przekształcony w swoją obecną postać. Od wtedy pozostawał niezdolny opuścić ten padół łez i udać się do zaświatów, dopóki sama Akünh również nie zginie. Powiedział im, że Akünh zamierza wpuścić do tego świata swojego demonicznego ojca, oraz że nie może być zabita w tradycyjny sposób, jej jedyną słabością jest jej serce, ukryte wewnątrz Zigguratu. Opisał im jej wygląd: wysoka, szczupła kobieta, ubrana w zdobną szatę, rogata głowa, pionowa paszcza na tułowiu, pięcioro oczu dookoła głowy. Zapytany o budynek Spiralnej Katedry w środku kotliny, przyznał, że nigdy tam nie był, gdyż jakaś nieznana siła nie pozwalała mu wejść do środka. Zaintrygowało to bohaterów, wzbudzając w nich nadzieję, że może tam znajdować się coś, co pomoże im stawić czoła demonicznemu dziecięciu. Przez całą rozmowę Theras uważnie obserwował reakcję ich towarzyszy kultystów, nigdy do końca im nie ufając i przyglądając się ich reakcjom na te informacje. Zdawali się jednak po prostu zaciekawieni. Sarku życzył im szczęścia i odszedł w swoją stronę.

Akünh?

Zaintrygowani tematem Katedry, ruszyli w jej kierunku. Udało im się dotrzeć tam bez problemów. Wkroczyli do ogromnej komnaty, z okrągłym zagłębieniem na samym środku, kopuła Katedry była od środka pokryta malunkami ogromnej spirali oraz gwiazd, zaś na ścianie widniał wizerunek postaci wyglądającej na stojącego w tejże sali kapłana wznoszącego dłonie, odzianego w szatę w gwiazdy. Głowa kapłana była oddzielona od otaczającej ściany (jakby można było ją wyciągnąć lub wepchnąć), ale była na tyle duża i na tyle wysoko, że nie próbowali niczego z nią zrobić. Na malunku widać było również zagłębienie na środku sali, różniło się tym, że znajdowało się w nim coś złotego. Urvarg spróbowała umieścić tam znalezioną wcześniej złotą figurkę, na co z sufitu wystrzeliła błyskawica, której udało się jej uniknąć. Figurka natomiast częściowo się stopiła. Nie była to wystarczająca ilość złota aby wypełnić zagłębienie, bohaterowie stwierdzili więc, że muszą tam stopić więcej złota, które prawdopodobnie znajdą w drugiej kopule.

Wizerunek kapłana

Ruszyli więc na południe, a tymczasem szybko nadchodził zmierzch. Napotykając posągi demonów, postanowili ominąć je szerokim łukiem. Napotkali grupę trzech podróżujących kapłanów i próbowali się do nich zakraść, jednak zbroja płytowa Euzebiusza była tak hałaśliwa, że nie udało im się. Kapłani zaczęli uciekać, ignorując wołania Euzebiusza, wznoszącego w ręce amulet i nazywającego ich "braćmi". Larv oraz kultystom udało się jednak ich dogonić i zaatakować. Drużyna zwyciężła w tym starciu, poległ jednak jeden z kultystów, Thorgel. Zabrali poległym amulety, przy trupach znaleźli również worki śmierdzącego sera (kociego), który postanowili jednak wyrzucić.

ZZ Top?

Nie! Kapłan zgnilizny.

Z łatwością znaleźli leżące na poziomie gruntu wejście do kopuły. Wewnątrz, pod luźnym kafelkiem znaleźli skarb (żelazna maska diabła), sprowokowali i pokonali dwoje jęczących nieumarłych i zebrali trochę drewna na opał, planując nocować wewnątrz kopuły. Uzgodnili warty i tym samym sesja dobiegła końca.

Nie tyle mapa, co rysunek mapy

Post scriptum:
Gracz Therasa był bardzo ciekaw jak wyglądają magiczne katastrofy, które następują przy wyrzuceniu 1 na kości podczas rzucania zaklęć, więc rzucał zaklęcia przy każdej okazji - np. próbując rozmawiać z każdym napotkanym zwierzęciem kiedy miał tylko zwój Bestialskiej Mowy.

Bohaterowie pozostają nieufni w stosunku do sprzymierzonych z nimi kultystów (teraz już tylko jednego), spodziewają się również, że będą musieli złożyć w ofierze czyjeś serca (by wstawić je w miejsce skradzionego serca Akünh?), więc traktują ich trochę jak chodzących dawców organów.

Powiedzenie, że Sarku coś powstrzymywało przed wejściem do Katedry to był mój własny pomysł, ale pasowało, gdyż sugeruje, że coś wewnątrz może powstrzymać jej nekromantyczne moce, co jest prawdą. Złoty kształt widoczny na malunku wydawał się dobrym pomysłem, żeby zasygnalizować zastosowanie ukrytego spiralnego dysku, jednak wnioski wyciągnięte przez graczy były zupełnie inne.

Jeśli chodzi o sam hexcrawl - zawartości ruin są losowe, ale na tyle spójne, żeby wyszły z nich interesujące materiały na sesję z iluzją jakiejś ukrytej logiki - przykładowo gdy gracze spodziewają się znaleźć w kopułach więcej złotych statuetek do roztopienia w Spiralnej Katedrze.

Bardzo ciekawie było oglądać panikę i dociekania Larv, gdy jej obrażenia się nie regenerowały.

Urvarg była bardziej ostrożna z przemianami, w związku z czym przez większość czasu i tak chodziła w postaci jaszczura, ale zdarzyło jej się nie deklarować co robi z porzuconym ekwipunkiem, musiała więc raz przedzierać się przez zaspy aby odzyskać swoje manele. Cechą, którą wylosowała sobie przy tworzeniu postaci było zapominanie ważnych faktów, tak więc jak najbardziej to pasuje.

Jeśli chodzi o podaną na górze datę. Ktoś dopytywał na początku sesji jaki jest akurat dzień. Sam o takich rzeczach nie myślałem, ale jeden z graczy odpowiedział z irytację "jest, kurwa, piąty kytorn!" i tak już zostało. Dopiero później dowiedziałem się, że to nazwa miesiąca z Zapomnianych Krain. Na rok rzuciłem k4+k10+k10+k10. Anuk Schleger spisał Bezimienną Ewangelię w roku 532, odkryta została 300 lat później, w miejscu ich odkrycia wyrosło dopiero Galgenbeck, największe miasto świata, musiało to więc być dość dawno.