czwartek, 1 stycznia 2026

Dungeons & Drinks - Shadowdark - Dzikie Krainy Sesja 5

Po nieudanej ekspedycji do odsłoniętych przez nieszczęsnych krasnoludów podziemi, dołączamy do kolejnej grupki awanturników, siedzących wokół brudnego stołu w zapyziałej karczmie Złamane Wiosło, najtańszej tawernie w leżącym na wielkim jeziorze mieście Torviko - centrum cywilizacji w Dzikich Krainach.

3 maja, 300 r.p.w.

Postacie graczy:

Aran, elf wojownik, weteran poprzednich wypraw
Grzegorz, człowiek, kapłan Fortuny
Gwindel, człowiek łotrzyk
Hug (inny niż kiedyś), niziołek łotrzyk
Sven, człowiek, wilk morski
Tsenatril, człowiek mag

Na sesji po raz kolejny pojawił się Aran, jako weteran wcześniejszych ekspedycji wprowadził nowoprzybyłych poszukiwaczy przygód w aktualną sytuację. Dodatkowo, awanturników zagadnął bard Bard (śpiewak pozbawiony lewej ręki), który zaoferował handel informacją. Ostatecznie do wymiany pieniężnej nie doszło, natomiast:
  • Poruszony został temat atakujących barki potwornych humanoidów -  książę wyznaczył podobno nagrodę za zdobycie informacji na ich temat, a najlepiej głowy paru z nich
  • Bard chciał sprzedać orientacyjną lokalizację jakiegoś kultu mającego siedzibę na bagnach
  • Wspomniane zostały krasnoludzkie wykopaliska
  • Jako miejsce na naprawdę ciężkie wyzwanie wskazana została góra Grob - tam Bard stracił rękę
  • Wspomniana została Cytadela Minotaura, jako miejsce, które Aran odwiedził wcześniej z towarzyszami i przyniósł stamtąd liczne skarby
  • Gwindel spróbował okraść Barda, ale został przyłapany przez Pietrka (towarzysza Barda)
  • Hug spróbował okraść Pietrka, ale też został przyłapany
  • Zanim doszło do rękoczynów, Aran wygonił towarzyszy z karczmy
Poszukiwacze przygód spędzili jeszcze trochę czasu w mieście, zaopatrując się w strzały i żywność, ukradli też łuk. Grzegorz ignorując resztę drużyny wypytał o lokalnego czarodzieja, a następnie opuścił miasto, udając się na południowy wschód, w kierunku jego wieży.

Reszta awanturników planowała udać się do Cytadeli Minotaura, ale zgodzili się najpierw sprawdzić tę magiczną wieżę i dogonili kapłana Fortuny. Po drodze natrafili na świeżą mogiłę ozdobioną roślinnymi wiązankami charakterystycznymi dla kultu Gede, bogini natury. Poszukiwacze rozkopali mogiłę, znaleźli w niej konsumowane przez robactwo trupy niziołków (dwóch kobiet, mężczyzny i piątki dzieci) noszących ślady ran odniesionych od zbrojnej przemocy. Ku rozczarowaniu kosztowności nie znaleziono, mogiła została porzucona w stanie rozkopanym.

Do wieży maga dotarli, zastukali do drzwi. Otworzył im kilkunastoletni chłopiec, który pomimo nagabywania nie zgodził się dać im czegokolwiek za darmo i mimo gróźb nie dał się nastraszyć ("mamy w wieży golema"). Na odchodnym wspomniał jeszcze, że jego mistrz interesuje się poczynaniami innej grupy awanturników, w skład której wchodziła drobna elfka, zakapturzony krasnolud oraz łucznik z krzywymi nogami. Bohaterowie odeszli, przekonani, że to chłopiec jest tak naprawdę czarodziejem.

Drużyna ruszyła na wschód, kierując się do Cytadeli, jak również do leżącej na szlaku do niej wsi Bobrowia. Do Bobrowii dotarli wieczorem, witani entuzjastycznie przez jowialnego mężczyznę, który przedstawił się jako Grzmichuj i po usłyszeniu kłamstwa, że zostali wysłani przez księcia w celu walki z potwornymi humanoidami (czy też "diabłami", jak to nazywali je miejscowi), zaprosił ich do swojego domu i ugościł.

Awanturnicy byli podejrzliwi w stosunku do gościnności mieszkańców do tego stopnia, że początkowo unikali konsumowania podsuwanych pokarmów, a nocą wystawiali warty. Nic groźnego natomiast się nie wydarzyło. Dodatkowo doszło do wymiany podarunków: Sven oddał toporek, chyba Gwindel też coś dał, dostali od Bobrowian tarczę z wymalowanym symbolem podkowy oraz strzały do łuku. Uraczeni zostali opowieścią o założeniu wsi: mieszkańcy są potomkami wojowniczej Kompanii Podkowy i osiedlili się tam po tym, jak książę Torvik zabił złowrogiego bobra i przegonił z Dzikich Krain plemiona orków.

Po czujnie przespanej nocy zostali jeszcze zachęceni przez miejscowych do złożenia ofiary przy drzewie Wojana, ichniego bóstwa. Kilku awanturników odłożyło tam po kilka monet. Hug został potem w tyle, gdy reszta wyruszała, i ukradł bilon. (Celowo czekałem z tym, aż opuszczą wioskę, spodziewając się czegoś takiego, ale jeśli jakaś ofiara zostałaby złożona/nieskradziona, chciałem dać ofiarodawcy żeton szczęścia xD)

 

 
Wkrótce drużyna dotarła do Cytadeli Minotarła. Napotkali w niej kryjącą się przy suficie istotę, na którą Tsenatril rzucił zaklęcie Światło (sprytne!). Wystraszyła się i uciekła. Następnie awanturnicy postanowili wyciągnąć z zawiasów główne wrota i zablokować nimi drogę, którą umknęła owa istota. Wkrótce jednak z przeciwległej strony przybyły dwa patykowane pająkowate humanoidy z obwisłymi kałdunami, domagając się przejścia (tego, które chwilę wcześniej zablokowano). Po krótkich negocjacjach przejście zostało odblokowane, a stwory zostały przepuszczone bez rozlewu krwi.

Dalsza eksploracja skutkowała odnalezieniem najpierw chitynowych szczątków, a następnie leżących w różnych miejscach kości rozmaitych humanoidów (elfów, ludzi, niziołków, krasnoludów). Kości nosiły ślady konsumpcji. Natrafili również na dzbany z łatwopalną substancją - Sven postanowił zabrać jeden ze sobą, napełnili też kilka mniejszych buteleczek.

Napotkawszy wielkie kamienne misy, z własnej woli wlali tam tę znalezioną substancję, podpalili i Gwindel złożył ofiarę z własnej krwi. Zagłębili się następnie w część lochu, która była faktycznym labiryntem i w tej plątaninie korytarzy znaleźli liczne terakotowe dzbany z popiołem i szmacianymi laleczkami w środku.

Następnie natrafili na pędzące korytarzem cztery pająkowate humanoidy (jeden pełzł ścianą, dwa bocznymi ścianami i jeden na suficie). Jeden z nich miał w garści coś złotego. Wywiązała się zażarta walka z entuzjastycznym użyciem buteleczek łatwopalnej cieczy i ognistych zaklęć. Potwory zostały rozbite bez strat własnych, zapewniając awanturnikom kilka złotych monet łupu.

W kolejnej komnacie Tsenatril podniósł worek, który okazał się być pełny martwych szczurów, od razu zwietrzył pułapkę i, co zaskoczyło również mnie, miał rację (rzut wykazał spotkanie losowe). Poszukiwacze przygód zostali otoczeni przez uzbrojonych we włócznie włochatych humanoidów. Awanturnicy zaczęli domagać się złota, wspominając o Aranie jako jednym z pogromców Minotaura. Wódz zwierzoludzi oświadczył, że wszystkie skarby oddali im podczas ostatniej wyprawy, i tym samym ich wdzięczność została wyczerpana. Za wtargnięcie do ich siedziby domagali się oddania jednego z bohaterów na pożarcie (wyturlała się wroga reakcja).

Wywiązała się zażarta dyskusja i ewidentnie awanturnicy mieli problem z podjęciem decyzji. Niektórzy czuli się oszukani przez Arana, który przyprowadził ich tu pomimo wspomnianego braku skarbów, jedni chcieli walczyć, inni poświęcić kogoś - prawie doszło do wewnętrznej walki. Kazałem więc rzucić na inicjatywę, aby nakierunkować jakoś działanie drużyny. Ostatecznie doszło do walki z ze stworami. Cios włócznią zabił Huga. Ogniste zaklęcie Tsenatrila spaliło wielu napastników, ale z bocznych korytarzy wylewali się kolejni. Drużyna postanowiła się ewakuować. Grzegorz nie zdążył, trafiony czterema rzuconymi przez potwory włóczniami.

Podczas ucieczki, Gwindel próbował zabić Arana, którego obwiniał za nieudaną ekspedycję. Elfowi udało się jednak umknąć bocznym korytarzem. Gwindel wraz z Tsenatrilem ruszyli z powrotem do Bobrowii. Po drodze dostrzegli smoka lecącego na niebie w kierunku północnym.

W Bobrowii ponownie spotkali się wszyscy ocalali (czyt. wrócił tam też Aran). Rozsierdzony Gwindel oskarżał go o oszustwo domagał się próby walki. Awanturnicy stanęli do pojedynku, Aran został zabity.
 
Komentarz

Minotaur został oczywiście zabity na wcześniejszej sesji podczas wyprawy Suna, Arana, Szyszala i Stuhra. Podobnie przeszukiwane w labiryncie wielkie dzbany zostały już ograbione, a znalezione szkielety to ślad po wcześniejszych wyprawach. Wygląda na to, że Cytadela Minotaura znana będzie od teraz jako miejsce gdzie można znaleźć śmierć, a skarby to już niekoniecznie.
 
Sesja moim zdaniem nie wyszła najlepiej. Pomimo wprowadzającej w konwencję eksploracyjnego sandboxu pogadanki na starcie, gracze spędzili bardzo dużo czasu na wygłupach w mieście i upartego unikania zahaczek. Zastanawiam się, co można by na to poradzić. Myślę, że z jednej strony może warto bardziej dosadnie dać graczom pewne rzeczy do zrozumienia ("to nie jest gra o okradaniu mieszczan"), z drugiej zmniejszyć wyrozumiałość z jaką otoczenie reaguje na pewne wybryki.
 
Miała też miejsce dość typowa dla takich otwartych one-shotów blokada decyzyjna na starcie. Będę jednak starał się unikać oczywistego rozwiązania, jakim jest postawienie graczy od razu przed lochem, bo ta otwartość to jednak kluczowa cecha, na której zależy mi w tej kampanii.
 
Do celowo wprowadzonego do gry bohatera niezależnego handlującego informacjami (a zatem i przygodowymi zahaczkami), czyli Barda, gracze podchodzili z dużą nieufnością. W ogóle zacząłem ostatnio dostrzegać w braci graczej po pierwsze: wielką nieufność w stosunku do postaci ze świata, po drugie: próby oszukiwania BNów przy każdej okazji. Po wszystkich oczekuje się nieuczciwości, prób oszustwa i z takim samym nastawieniem podchodzi się do świata gry. Wyczuwam w tym wpływ Jesiennej Gawędy i innych takich warhammerowych nawyków, moim zdaniem wpływa to na grę dość niekorzystnie.
 
Wpisy do Księgi Umarłych
†Aran
†Hug
†Grzegorz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz