Lubię najemników. Lubię gry, w których wcielamy się w najemników, takie jak Battle Brothers czy Mount and Blade. Lubię dzieła o najemnikach, howardowskie opowiadania, w których Conan jest najemnikiem, mangę Berserk. Wyjątkiem jest akurat "Czarna Kompania" Glenna Cooka, która jakoś mi nie podeszła. Najdłuższa kampania RPG jaką prowadziłem skupiała się wokół armii najemników (Kompania Podkowy w świecie hyboryjskim na Conanie d20). Jak gram w erpegi to moim ulubionym archetypem postaci jest chciwy, cyniczny najemnik - taki Bronn z Gry o Tronn.
Nic więc dziwnego, że mam frajdę z OSRowej instytucji najmitów. Taki powiększony skład osobowy od razu dodaje powagi ekspedycji. Kto by traktował serio jakichś trzech gości idących w dzicz? Śmiesznie to może wyglądać nawet dla samych graczy. Ale niech najmą kilku silnorękich do pomocy - widząc taki oddział każdy kmiotek, opasły kupiec, czy nędzny kobold widzi, że żarty się skończyły. Ja natomiast mam okazję odgrywać momentami chciwego łapserdaka narzekającego na nędzne warunki i łasego na złoto, tak jak lubię.
Grając przygody w niebezpiecznych systemach, w których poszukiwacze przygód mogą szybko stracić życie, najemnicy dają nam coś jeszcze - zapasowe postacie, które możne przekazać graczom w momencie śmierci ich bohaterów.
Żeby móc sobie ich generować w dowolnej ilości na moich sesjach Mörk Borg, używam mojego podręcznego generatora. Od razu mam gotowe imię, ekwipunek, paskudną cechę charakteru i fizyczną ułomność, aby najmici byli równie gnijący i kulawi, co "bohaterowie". MB jest też o tyle fajne, że tam wszystkie atrybuty na "0" nie są wcale jakąś szczególną kulą u nogi, więc nie muszę się nawet kłopotać generowaniem im statystyk.
![]() |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz